Kroniki Smoczej Lancy – seria fantasy, która od momentu przeczytania jej przeze mnie zagościła na „półce chwały”, na której stawiam serie szczególnie mi bliskie. Tak więc od czasu do czasu wracam do lektury, która za każdym razem sprawia mi tyle samo przyjemności. Tak więc, kiedy wpadła mi w ręce animowana wersja pierwszej części sagi, nie myślałem ani chwili i odpaliłem ją na DVD.
Zacznę może od wprowadzenia fabularnego. 300 lat temu na świat Krynn spadł straszliwy kataklizm, będący karą bogów za zbytnią dumę ludzi. Bogowie przestali odpowiadać na modlitwy ludzi i w ten oto sposób zabrakło na świecie magii kapłańskiej (nie miał kto heala strzelić). Tak więc 4 lata przed rozpoczęciem akcji grupa przyjaciół: półelf, krasnolud, rycerz, zbrojny, mag, kender, oraz wojowniczka wyruszają z miasteczka Solace, aby dowiedzieć się czy na świecie można jeszcze znaleźć magię leczącą. Po odbytej wędrówce, wracają do domu, aby odkryć że jest on opanowany przez gobliny, wojowniczka złamała świętą przysięgę i nie stawiła się, a w karczmie spotkać parę ludzi z równin, którzy mają ze sobą laskę mogącą leczyć. I w ten oto sposób rozpoczyna się przygoda rodem z gier fabularnych (może dlatego że Kroniki były wzorowane na scenariuszu, w który grali autorzy książki).
Od pierwszej chwili razi już w oczy połączenie animacji rysunkowej i komputerowej. Komputerowo stworzone są wszelkiego typu ogień, smoki i smoczydła. Rysunkowa cała reszta. Moim zdaniem gdyby pozostać tylko przy wersji rysunkowej, film byłby dużo lepszy wizualnie, ale widać twórcy chcieli pokazać, że potrafią się posługiwać komputerem i nic dobrego z tego nie wyszło. Smoki wyglądają nienaturalnie i poruszają się z brakiem jakiejkolwiek gracji. Natomiast reszta świata jest bardzo miła i lekka w odbiorze: kraina elfów, czy Solace są przyjemne dla oka i sprawiają wrażenie wyciągniętych wprost z bajki opowiadanej przez starców przy ognisku.
Jak powszechnie wiadomo, filmowe wersje książek nie mają zbyt wiele wspólnej fabuły ze swymi pierwowzorami. A tutaj wręcz przeciwnie – bohaterowie wypowiadają kwestie wyciągnięte z ust książkowych oryginałów. Wyciętą tylko kilka fragmentów fabuły, ale nie skrzywdziło to w jakiś specjalny sposób całości. Z części, których nie można było zobaczyć mogę wymienić wiklinowego smoka w obozie, wyleczenie Riverwinda, czy znalezienie przez Tanisa Zabójcy Smoków. A żadnych magicznych nowości na szczęście nie dodano.
Podsumowując, Smoki Jesiennego Zmierzchu są filmem, który mogę z czystym sumieniem polecić zarówno fanom książki, jak i osobom, które ze „Smokami” nie miały jeszcze styczności. Półtorej godziny, które zajmuje cały film, na pewno nie jest czasem zmarnowanym. Tak więc jako ocenę końcową daję solidne +6/10. Dlaczego? Bo tak mi się podoba.
Anime Avatar Bioware Blizzard Dolna Półka Fabryka Słów Falkon Film Film na poniedziałek Gry Kolektyw Komiks Konkurs konwent Konwenty Kratos Lucas Arts Marvel Comics Mass Effect 2 Opowiadanie PC Piątkowy Flashbang Playstation 3 Porytkon Star Wars Trailer Ubisoft Valve Wydawnictwo Portal xbox360
WP Cumulus Flash tag cloud by Roy Tanck and Luke Morton requires Flash Player 9 or better.
Copyright © 2002-2009 Miasto Fantastyki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Kopiowanie materiałów bez zgody autorów zabronione! Design, XHTML i CSS: keithar.com, Projekt przystosował do wordpressa: fafkoolec.info.