Miasto Fantastyki

banner

Kategoria: Nasze opowiadania

„Obiad”

 

23.01.2010, Dodał: Aeternus

- Dzień dobry- zawołała Martynka, w stronę zamkniętych drzwi, prowadzących na duży przedpokój.
Wisiały tam obrazy tematycznie bardzo dziwne. Postacie na nich jakby nie panowały nad swym ciałem, były manipulowane przez kogoś władczego, lubującego się w chaosie.
- Córeczko, przecież tam nikogo nie ma- powiedział ojciec dziewczynki. Był on wysokim mężczyzną, z zarostem i długą szramą na policzku. Jego oczy głęboko osadzone i zmęczone, musiały wiele widzieć i może zbyt wiele, jak na zwykłego człowieka.
- Ale tato, ja nie żartuję, kto to?!
Dziewczynka jak na ośmiolatkę była dość inteligentna i pojętna. Zadawała wiele pytań, a gdy nie uzyskiwała odpowiedzi zaczynała rozmowy ze swymi niewidzialnymi przyjaciółmi. Jednak dziś nie chciała dać za wygraną i co chwila przerywała ojcu w pracy. Nagle ucichła, gdy poczuła na sobie wzrok matki- Magdy.
Kobieta młoda, bo 32 letnia. Mimo swojego wieku była wrakiem człowieka. Cierpiała na depresję, zażywała wiele leków, które miały zmniejszyć jej ból. Chodziła powoli i niepewnie, a włosy miała mocno posiwiałe. Męża kochała, mimo częstych problemów zawsze była przy nim i nigdy nie odeszła. Córki nienawidziła, uważając ją za błąd, którego nigdy nie zaakceptuje. Jednak dziś była dość wyrozumiała dla niej, a gdy usłyszała podśpiewywanie Martynki, wiedziała co zrobić by ucichła- dać jej się wygadać.
- Dziecko drogie! Kogo tam widzisz, mów szybko i nie przeszkadzaj ojcu w pracy.
Dziewczynka wyraźnie uszczęśliwiona faktem, że zwrócono na nią uwagę, zaczęła mówić powoli i z dziecięcą fascynacją.
- Ale ty też go widzisz, prawda?
- Tak Martyniu. Mów kto to i kończ obiad- odpowiedziała matka z wyraźnie poczerwieniałą twarzą. W jej oczach było widać gniew, a napiętą atmosferę można było łatwo wyczuć. Jednak słuchała małej, tak samo jak ojciec, który wyraźnie zaciekawiony przerwał pracę, by usłyszeć, co dziewczynka ma do powiedzenia.
- Dokładnie twarzy nie widzę…- Martynka zauważywszy zaciekawienie ojca zaczęła przeciągać, by jak najdłużej ją słuchano- ale ma długi czarny płaszcz, kaptur na głowie i taki dziwny kij, lekko zagięty w bok, a ten znaczek…- dziewczynka nie miała zamiaru kończyć. Złapała widelec i zaczęła jeść. Po rodzicach było widać narastające napięcie. Oboje zaczęli się rozglądać i nietrudno się domyśleć, że chcieli usłyszeć zakończenie. Ojciec spojrzał na małą w taki sposób, jakby chciał jej pokazać, by mówiła dalej, ale ta milczała.
- Martyniu kochanie powiesz mi co to za znaczek, jestem bardzo ciekaw jak on wygląda- rzekł ojciec ze spokojem w głosie. W jego oczach widoczny był blask zaciekawienia.
- Teraz nie mogę, przecież jem, a sami mówiliście żebym się nie odzywała, gdy mam pełne usta. To nie mówię.- wyraźnie zadowolona z pouczenia rodziców zabrała się do jedzenia. Chwilę po tym w matce zaczęło wrzeć, zacisnęła pięści i wydarła się na dziecko.
- Mów gówniaro, albo zapamiętasz ten dzień do końca swego życia!
Mimo złości Magdy, mała była spokojna i nie zanosiło się na płacz. Martynka nigdy nie płakała. Nawet po narodzinach była cicha. Lekarze nie dawali jej większych szans na przeżycie. W najlepszym przypadku miała być upośledzona. Ale była normalna, jeżeli normalnością można nazwać rozmawianie z niewidzialnymi przyjaciółmi i nie wylanie ani kropli łzy, przez tyle lat. Martynka odłożyła widelec i przełknęła ślinę.
- No to taka.. gwiazda, ale inna- mimo ogromnego napięcia droczyła się z rodzicami nie wiedząc, o co im tak naprawdę chodzi, gdyż nigdy jej tak uważnie nie słuchali. Ojciec wyglądał jakby właśnie coś zrozumiał, wstał od stołu i zwrócił się do Magdy.
- Kochanie, wyjdź z Martynką. Nie chcę byście to widziały. Kobieta chwyciła dziewczynkę i razem wyszły na korytarz zamykając za sobą drzwi. Dziecko odruchowo spojrzało na obrazy, które od zawsze ją fascynowały i ku jej wielkiemu zaskoczeniu ujrzała tylko tła, bez żadnych postaci, jednak już nie zadawała żadnych pytań matce, widziała, że jest roztrzęsiona.
Ojciec, Stanisław po upewnieniu się, że drzwi są zamknięte wypowiedział dwa słowa w niezrozumiałym języku. Nagle przed nim w odległości dwóch metrów ukazała się postać opisana przez małą, trzymająca w ręku kosę.
- Tyle ukrywania, tyle nerwów, ale znalazłeś nas, musisz być z siebie dumny- pewny siebie Stanisław zwrócił się do nieznajomego, chyląc przed nim czoła, jakby był jego sługą. Chwilę później ojciec kontynuował.
- Kiedy przybędzie? Tylko nie okłamuj mnie, już się pogodziłem ze swoim losem- dodał przyciszonym głosem.
Mężczyzna jeszcze przez chwilę stał cicho, po czym zaczął się śmiać i odrzekł dziwnym głosem, który brzmiał nienaturalnie co dawało efekt, że słysząca go osoba mogła poczuć się bezpiecznie.
- Już tu jest.
Jednocześnie z odpowiedzią przybysza Stanisław usłyszał krzyk swojej żony dochodzący z za drzwi. Był przerażony, nie miał pojęcia co się stało, przecież o niego im chodziło, to on uciekał przed śmiercią. Nie czekając ani chwili dłużej, otworzył drzwi i ujrzał Magdę leżącą na ziemi w kałuży krwi. Nad nią stała Martynka, z nożem i oczyma tak czerwonymi, że nie dało się na nie patrzeć. Dziewczynka spojrzała w jego kierunku, wyraźnie zdziwiona całym zajściem.
- Tatusiu, mama umarła…

Marek”Aeternus”Witman

 09.10.2004

^

Sugestie

Twoje konto

Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestuj się! Kilka sekund i uzyskasz mase nowych funkcjonalności!

Komentarze

Komentarze do artykułu: „Obiad”

Blip

Tagi

Przyjaciele

Zielona Wieża Insimilion - Twierdza RPG Bractwo Cienia - Mroczna strona fantastyki Toplista stron poświęconych fantastyce GAMERAR.pl - gry PC, PS3, X360 Kroniki Fallathanu - Najlepszy MMORPG Tekstowy swtor Fable Wiedźmin 2

Copyright © 2002-2009 Miasto Fantastyki. Wszelkie prawa zastrzeżone | Kopiowanie materiałów bez zgody autorów zabronione! Design, XHTML i CSS: keithar.com, Projekt przystosował do wordpressa: fafkoolec.info.

wordpress