<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Miasto Fantastyki &#187; Recenzje gier</title>
	<atom:link href="http://www.miastofantastyki.pl/category/crpg/recenzje-gier/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.miastofantastyki.pl</link>
	<description>Serwis fantasy.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 29 Jul 2010 15:36:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Fallout 3</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/31/fallout-3/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/31/fallout-3/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 31 Mar 2010 10:45:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rahid</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Fallout]]></category>
		<category><![CDATA[Fallout 3]]></category>
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7712</guid>
		<description><![CDATA[War, war never changes&#8230; Te słowa powinien znać każdy, kto mówiąc o sobie dodaje chlubny przydomek &#8222;gracz&#8221;. Cytat pochodzi bowiem z Fallouta &#8211; jednego z najbardziej znanych cRPG-ów na świecie, stojącego na platynowym podium wraz z Wrotami Baldura, Nigdy-Zimową Nocą oraz Starszymi Zwojami. Poniższy fragment jest przeznaczony dla ludzi, którzy nie kojarzą sławnego Fallouta. Jeżeli [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>War, war never changes&#8230; </strong>Te słowa powinien znać każdy, kto mówiąc o sobie dodaje chlubny przydomek &#8222;gracz&#8221;. Cytat pochodzi bowiem z Fallouta &#8211; jednego z najbardziej znanych cRPG-ów na świecie, stojącego na platynowym podium wraz z Wrotami Baldura, Nigdy-Zimową Nocą oraz Starszymi Zwojami.<span id="more-7712"></span></p>
<p><strong>Poniższy fragment jest przeznaczony dla ludzi, którzy nie kojarzą sławnego Fallouta. Jeżeli wiesz o co w tym chodzi &#8211; odpuść sobie.</strong></p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot2.bmp"><img class="alignleft size-full wp-image-7771" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot2.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a>Dawno, dawno temu, kiedy częstotliwość procesora mierzyło się w Megahercach, a pamięć fizyczną w Megabajtach, by sobie pewien pionierski oddział pełny dzielnych ludzi &#8211; Black Isle. Podlegał on zasłużonej firmie Interplay Entertaiment i miał w przyszłości wydać parę ciekawych, nawet przełomowych tytułów.  Pozostańmy jednak w pięknym i jakże wspaniałym dla graczy roku 1997. Wtedy to światło dzienne zobaczyły takie tytuły jak pierwsza część sławetnej serii Grand Theft Auto, Dungeon Keeper oraz bardzo kontrowersyjny Carmageddon. Najważniejszy jednak dla nas jest produkt, którym zajęła się Czarna Wyspa. 30 września roku pańskiego 1997 gracze mieli szansę spotkać się z Falloutem.</p>
<p>Opowiadał on mroczną, nieprzyjemną historię ludzkości, która w trakcie bitwy o ropę naftową zamieniła świat w pustkowie. Wszystko za sprawą potężnej broni nuklearnej. Przeżyli tylko nieliczni, którzy mieli szanse schować się w Kryptach &#8211; podziemnych schronach przeznaczonych na wypadek wielkiego BUM. Jednym z owych szczęściarzy, którym się udała ta trudna sztuka przetrwania jesteś Ty, graczu. Niestety, w miejscu Twego zamieszkania, Krypcie o pechowym numerze 13 zepsuł się uzdatniacz wody i teraz jakiś frajer musi się przelecieć po niebezpiecznych pustkowiach, żeby uratować wszystkich pozostałych. Nie zostało do końca wyjaśnione, czy to Ty wyciągnąłeś najkrótszą słomkę czy może po prostu mieszkańcy się na Ciebie uwzięli. To w sumie już nie jest ważne. Jedyne co się liczy to to, że Przybysz z Krypty 13 ujrzał po raz pierwszy w swoim życiu światło dzienne i ma 150 dni, żeby znaleźć uzdatniacz wód. Odpad Postatomowy cieszył się wielkim uznaniem fanów, którzy niemal czcili pierwsze dzieło Black Isle. Szybko więc przyszedł czas na sequel.</p>
<p>Fabuła Fallouta 2 kręciła się wokół tajemniczego G.E.C.K-a (Garden of Eden Creation Kit czyli, według nieudolnej polonizacji redaktora, Zestaw do Tworzenia Ogrodu Eden). Chyba najważniejszą zmianą, jaką popełnili panowie z Los Angeles było odrzucenie ograniczenia czasowego &#8211; gracz mógł swobodnie przemierzać świat, nie martwiąc się o to, że jego pobratymcy niedługo pomrą z niedoboru H2O. Fallout 2 także cieszył się sukcesem, jednak chwilowo serię odstawiono na boczny tor. Black Isle zajęło się tymczasem tworzeniem niesamowitego Planescape: Torment oraz świetnego młodszego brata Wrót Baldura &#8211; Icewind Dale.</p>
<p>W 2001 zrobiono kolejną grę w realiach kochanego przez masy Fallouta. Nosiła podtytuł Tactics* i była, według mnie, sporą dawką dobrej zabawy, lecz zawzięci fani oryginału zmieszali dzieło Micro Forte z błotem, a fabułę spin-offa uznano za niekanoniczną. Wreszcie rozeszły się pogłoski o nowym, lepszym Falloucie. Zapowiadało się wspaniale &#8211; trójwymiarowa grafika, dwa tryby walki, multiplayer. Niestety, marzenia legły w gruzach razem z Interplayem, który wahał się na skraju bankructwa i musiał anulować projekt. Kto wie? Może tak zwany &#8222;Van Buren&#8221; zrewolucjonizowałby oblicze gier?</p>
<p>O Falloucie było cicho przez następnych parę lat. Tylko w lipcu 2004 usłyszano o sprzedaży praw do serii firmie Bethesda Softworks &#8211; autorom sagi The Elder Scrolls. Przenieśmy się cztery lat w przód. Jest 28 października 2008 roku, a na półkach sklepów komputerowych zagościł <strong>Fallout 3</strong>, autorstwa programistów z Bethesdy. Przez wielu został uznany za banalnego &#8222;Obliviona z bronią palną&#8221;. A jakie jest zdanie Waszego skromnego recenzenta?</p>
<p><strong>Roodzisz się, to znak, kocha Cię&#8230; </strong></p>
<p>P<a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot13.bmp"><img class="alignleft size-full  wp-image-7773" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot13.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a>oczątek fabuły trzeciego Fallouta jest podobny do jego poprzednich części &#8211; wcielasz się w mieszkańca krypty, która przetrwała wojnę atomową. Tym razem jednak nie zostajesz od razu wprowadzony dorosłość i wyrzucony na głębokie wody, a raczej pustkowia. Najpierw czeka Cię fabularne stworzenie postaci i samouczek. Już w tym miejscu widać pierwszą poważną zmianę w stosunku do poprzednich części &#8211; poziom trudności jest  przystosowany do mniej hardkorowych graczy. Kto z weteranów pierwszych dwóch części tej gry słyszał o czymś takim jak samouczek?!</p>
<p>Tworzenie postaci odbywa się podczas kolejnych etapów dziecięcego życia. W momencie narodzin wybrałem swoją płeć i wygląd, jako roczne dziecko zdecydowałem jak rozdzielić swoje 40 punktów na 7 umiejętności &#8211; siłę, percepcję, wytrzymałość, charyzmę, inteligencję, zręczność i szczęście. Następnie, na 10 urodziny, dowiedziałem się tego i owego o questach oraz używaniu broni. Siedem lat później podszedłem do testu kompetencji G.O.A.T (ang. koza), który pozwolił mi dowiedzieć się czegoś o sobie i wybrać umiejętności. W końcu udało podjąć pierwsze prawdziwe wyzwanie!  Ojciec , który był mi sterem w pierwszych latach życia (matka umarła jakiś czas po porodzie) uciekł z krypty. Nie spodobało się to widocznie strażnikom, którzy zaczęli mnie szukać w celu eksterminacji. Nie mając lepszego wyboru zostawiłem za sobą całą przeszłość, aby ruszyć w nieznane.</p>
<p><strong>&#8230;ten świat.</strong></p>
<p>Pierwszą czynnością, jaką zrobiłem po wyjściu z ciemności krypty było dokładnie rozejrzenie się dookoła. Dobrze przeczytaliście &#8211; <strong>rozejrzałem się</strong>. W trzeciej części Fallouta zrezygnowano z rzutu izometrycznego, który panował nam miłosiernie w poprzednikach i przyjęto widok FPP (First Person Perspective &#8211; z oczu postaci). Można także zdecydować się na przestawienie kamery za plecy bohatera (perspektywa TPP), lecz świat Stołecznych Pustkowi jest przystosowany do oglądania bezpośrednio przez oczodoły Samotnego Wędrowca. Podróż odbywa się tradycyjnie, na nogach, jednak jeżeli już raz zagościmy w danym miejscu, będziemy mogli tam wracać z pomocą funkcji szybkiej podróży. Nie ma co ukrywać &#8211; ten chwyt Bethseda skopiowała ze swojego Obliviona.<a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot15.bmp"><img class="alignleft size-full wp-image-7777" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot15.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a></p>
<p>Co więc przyjdzie nam zwiedzić? Głównie pełne piasku, złomu i gruzów Pustkowia, ciemne, ponure metra oraz nieliczne, ale za to ciekawie opracowane, miasta. Miło mi stwierdzić, że twórcom udało się urozmaicić postapokaliptyczną panoramę rzucaniem dookoła rozmaitych obiektów &#8211; zepsutych samochodów, ruin budynków, wózków sklepowych i tym podobnego śmiecia. Proces zorganizowany został w ten sposób, że co chwilę napotykamy się na jakąś drobną odmianę, a jednak nie ma żadnych wątpliwości, iż rzeczywiście są to <strong>pustkowia</strong>.</p>
<p><strong>Dobro, zło&#8230;</strong></p>
<p>Wędrówki po świecie trzeciego Fallouta są uprzyjemniane przez tony ciekawych placówek do odkrycia, zbadania i splądrowania. Ogołacając przypadkowo napotkane lokacje z ich dóbr wszedłem w posiadanie pięknej &#8222;Niegrzecznej Pidżamki&#8221;, mini bombę atomową, dużo, dużo broni oraz dziesiątki taśm i notatek pozostawiających za sobą tajemnice jakich nie zdołałem odkryć. Poza takimi mini-questami Fallout 3 proponuje nam także bardziej rozbudowane zadania poboczne oraz oczywiście wątek główny opierający się na poszukiwaniu ojca. Zgodnie z najnowszą tradycją, tak jak w większości ostatnio wydanych &#8222;poważniejszych&#8221; cRPG-ów, nie mamy tu wyraźnego podziału na &#8222;dobro&#8221; i &#8222;zło&#8221;. Znajdzie się sporo decyzji moralnych, w których ciężko zlokalizować tą lepszą ścieżkę. Niestety, arogancki i jakże upierdliwy recenzent musi stwierdzić, że w porównaniu do rodzimego Wiedźmina system &#8222;wyboru i konsekwencji&#8221; jest tutaj sporo w tyle. W ramiach równowagi zachodnia produkcja góruje w ilościach czarnego humoru.</p>
<p>Warto powiedzieć parę słów na temat NPC-ów &#8211; zarówno tych przyjaznych jak i tych mniej samarytańskich. Ci pierwsi zazwyczaj zgrupowani są w miastach i mogą nam zaoferować rozmaite usługi &#8211; począwszy od rozmowy, przez handel i naprawę ekwipunku, kończąc na wspomaganiu nas w walce jako najemnik. Poza tym spotkać można także wędrowne karawany, które bywają całkiem przydatne, gdy zabraknie amunicji gdzieś w szczerym polu, na środku pustkowia. <a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot19.bmp"><img class="alignleft size-full wp-image-7775" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot19.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a>Krótko mówiąc &#8211; szału, ani rewolucji nie ma. Lepiej za to wygląda sprawa z ruchomymi pojemnikami na naboje &#8211; wrogami. Swoje metalurgiczne usługi w zakresie ołowiu zaoferować można ludziom, ghoulom, supermutantom, psom, niedźwiedzio-podobnym Yao Guai&#8217;om, radoskorpionom oraz zabójczym Szponom Śmierci, czyli całkiem potężnemu gronu klientów. Niestety, poziom trudności zawiódł ortodoksyjnych fanów, którzy do dziś śnią koszmary o tym jak z palcem w nosie pokonywali na 6 poziomie Super Mutanty. Mnie osobiście ta casualizacja nie przeszkadzała w przyjemnej i ekscytującej rozrywce.</p>
<p><strong>&#8230;i śmiech prosto w oczy.</strong></p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot7.bmp"><img class="alignleft size-full wp-image-7772" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot7.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a>Zdecydowanie najciekawszym wizualnie elementem postapokaliptycznych RPG-ów spod znaku Pip-boya była walka. Co prawda ciężko porównać obfitą plamę krwi na podłodze do &#8222;Ostatniej wieczerzy&#8221;, &#8222;Krzyku&#8221;, &#8222;Panoramy racławickiej&#8221; czy przełożyć ją na &#8222;Cztery Pory Roku&#8221; Vivaldiego. Jednak dla mnie brutalność w Falloutach zawsze była i będzie <strong>poezją. </strong>W najnowszej odsłonie, dzięki zastosowaniu nowoczesnej grafiki walka stała się jeszcze bardziej soczysta. Przyczyną takiego postępu stał się w dużej mierze ciekawy i oryginalny wynalazek Bethsedy &#8211; <strong>V.A.T.S</strong>.</p>
<p>Co prawda walkę można toczyć w czasie rzeczywistym, to najbardziej miodne i najprzyjemniejsze starcia odbywają się właśnie za pomocą Vault-Tec Assistted Targeting System. Po użyciu owego systemu czas zatrzymuje się, a gracz może spokojnie wybrać cel swojego strzału. Następnie karta graficzna zaprzęgnięta do ciężkiej pracy wygeneruje nam na ekranie cały atak w spowolnionym tempie &#8211; szczególnie efektowne są ujęcia śledzące lot kuli. Mamy szansę obserwować 10 milimetrów śmierci w akcji -  od wylotu lufy broni bohatera do głowy wściekłego Szpona Śmierci. Niestety, V.A.T.S. niesie za sobą tajemnicę, jakiej nie udało mi się rozwiązać. Dlaczego ghoulom, które dostają kulkę centralnie w głowe, odpadają także wszystkie kończyny?</p>
<p>Oczywiście, narzędziami zniszczenia nie są tylko proste pistolety 10-milimetrowe, o jakich wspomniałem w poprzednim akapicie. Będziemy mieć szansę chwycić w swe ręce Czerwonego Kapturka, karabin szturmowy, kilka rodzajów pistoletów, snajperkę, strzelbę, cały arsenał broni energetycznych oraz legendarne Magnum .44, w którym zakochał się Wasz recenzent. Z broni cięższych warto wspomnieć o Grubasie, potężnej wyrzutni, która pozwoli na poczęstowanie przeciwnika mini-atomówką, oraz o Pakietnicy &#8211; dziwnym urządzeniu, którego amunicją może być praktycznie każdy, pozornie bezużyteczny przedmiot. Jeżeli nie lubisz Role-Playów, a armagedon wolisz omijać szerokim łukiem &#8211; zagraj w tę grę, żeby zobaczyć jak można zabić wielkiego skorpiona używając pluszowego misia.</p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot18.bmp"><img class="alignleft size-full wp-image-7774" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/ScreenShot18.bmp" alt="" width="200" height="150" /></a>Centrum zarządzania bronią (i nie tylko) jest małe urządzenie zamontowane na ręce naszej postaci &#8211; Pip-Boy. W nim możemy sprawdzić stan postaci, wybrać broń, włączyć radio, przejrzeć questy itp. Niestety, upakowanie wielu możliwości w jednym urządzonku powoduje, że dostęp do każdej funkcji nie jest tak poręczny i szybki jakbyśmy chcieli.</p>
<p><strong>Każde pokolenie odejdzie w cień.</strong></p>
<p>Najwyższy czas skończyć moje ponure gadanie i przejść do konkretnych wniosków. Bethseda wykonała kawał dobrej roboty serwując nam starego Fallouta wzbogaconego o elementy typowe dla najnowszych gier. Niektórym mogą się nie spodobać tak poważne zmiany, jednak idąc z duchem postępu &#8222;Odpad Postatomowy&#8221; zyskał wiele dobrego. Perspektywa FPP pozwoliła na głębsze wczucie się w postać, a V.A.T.S. zademonstrował jak można dodać grze cechy typowe do turówki nie umniejszając tym dynamice walki. Niestety, żeby zaadoptować się w naszych czasach Fallout potrzebował gruntownego obniżenia poziomu trudności. Na szczęście można to naprawić ściągając z internetu odpowiednie mody. Tych zresztą jest mnóstwo i każdy znajdzie coś dla siebie. Nowi NPC-e, najemnicy, wrogowie, questy, poprawy grafiki i tym podobne.</p>
<p>Niestety, dzieło Bethsedy nie zostało zaakceptowane przez najbardziej wymagających fanów serii. Sądzę jednak, że tylko odświeżony graficznie i fabularnie Fallout 2 byłby zwykłym odgrzewaniem kotleta. Zmiany były potrzebne, a weterani serii muszą się z tym pogodzić.  Mówcie co chcecie &#8211; mi się podobało.</p>
<p style="text-align: center"><strong>Plusy:<br />
+ Fallout wrócił!<br />
+ Dużo questow<br />
+ Oryginalne bronie (Pakietnica, Grubas)<br />
+ V.A.T.S.<br />
+ Sporo wrogów<br />
+ Czarny humor<br />
+ Mnóstwo modyfikacji i DLC</strong></p>
<p style="text-align: center"><strong>Minusy:<br />
- Bugi (minimapa szwankuje, patch więcej psuje niż naprawia)<br />
- Poziom trudności<br />
-  Ortodoksyjni fani poprzednich części i tak będą niezadowoleni<br />
- Praktycznie brak Specialnych Spotkań</strong></p>
<p style="text-align: center"><strong>Ocena końcowa: 9-<br />
</strong></p>
<p style="text-align: left">* Link do mojej recenzji <a href="http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/26/fallout-tactics/">Fallout Tactics</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/31/fallout-3/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Bioshock 2</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/12/bioshock-2/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/12/bioshock-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Mar 2010 09:20:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr.Agon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Bioshock 2]]></category>
		<category><![CDATA[Gry]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7536</guid>
		<description><![CDATA[Od czasu wydania pierwszej części minęło sporo czasu. Rapture powoli ginęło w moich wspomnieniach, pojedynki z Big Daddy wyblakły, a słynne &#8222;Would you kindly&#8221; stawało się echem przeszłości. Więc gdy dostałem sequel tej gry, zastanawiałem się czy owe wspomnienia odżyją. Gdy tylko ujrzałem panoramę Rapture wszystko momentalnie stało się jasne. Wspomnienia powróciły a ja jeszcze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Od czasu wydania pierwszej części minęło sporo czasu. Rapture powoli ginęło w moich wspomnieniach, pojedynki z Big Daddy wyblakły, a słynne &#8222;Would you kindly&#8221; stawało się echem przeszłości. Więc gdy dostałem sequel tej gry, zastanawiałem się czy owe wspomnienia odżyją. Gdy tylko ujrzałem panoramę Rapture wszystko momentalnie stało się jasne. Wspomnienia powróciły a ja jeszcze raz musiałem zmierzyć się z antyutopią Andrew Rayana.</p>
<p><span id="more-7536"></span></p>
<p>Bioshock 2 przynosi gracza do Rapture sprzed wydarzeń części pierwszej. Tym razem wcielamy się w prototyp Big Daddy&#8217;ego. Historię otwiera świetna, szokująca scenka, gdzie okazuje się, że nasza postać&#8230;ginie. Budzimy się jednak w roku 1969 z zadaniem odnalezienia winowajczyni naszej śmierci, Sofii Lamb oraz wyniesienia się z Rapture. Okazuje się jednak, że to nie będzie takie proste. Na szczęście, tak jak w pierwszej części duchowo wspierał nas Atlas, tak w sequelu pomaga nam Augustus Sinclair, businessman i swego czasu szycha w Rapture. Sofia Lamb, która objęła władzę w Rapture po śmierci Rayana, nie pozwoli Delcie, głównemu bohaterowi, tak łatwo uciec z miasta. Fabularnie, Bioshock 2 wydaje się być słabszy od jedynki, jednak posiada swoje mocne momenty. Dla mnie końcowa animacja w grze, bieg do batyskafu po zalaniu pomieszczenia wodą dorównuje, jeśli nawet nie przebija słynnej scenie z &#8222;Would you kindly&#8221;. Tak samo jak w jedynce, tak i tutaj, zakończenie gry zależy od wyborów gracza, dobre zakończenie otrzymujemy gdy ratujemy wszystkie Little Sisters, neutralne i złe, gdy pozyskamy ADAM z jednej lub więcej dziewczynek.</p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/bioshock-2.jpg"><img src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/bioshock-2-300x179.jpg" alt="" title="Bioshock 2" width="300" height="179" class="alignnone size-medium wp-image-7545" /></a>Jako pierwszy Big Daddy, gracz ma możliwość poznania Rapture z zupełnie innej strony. Teraz to on musi opiekować się Little Sister, pomagać jej w zbieraniu ADAM, za który kupuje się nowe plazmidy i toniki. Te pozostały bez zmian. W plazmidach możemy znaleźć aktywne umiejętności, jak miotanie płomieniami czy telekineza, natomiast toniki to umiejętności pasywne, polepszają nasze zdolności, jest ich również sporo więcej. Co więcej, plazmidy można ulepszać, dzięki czemu nasze zdolności bojowe po pewnym czasie są piorunujące. W przeciwieństwie do pierwszej części, tutaj możemy korzystać z plazmidów i broni w tym samym czasie!</p>
<p>Oręż się zmienił. Oprócz wiertła, które jest flagową bronią Big Daddy&#8217;ego, do dyspozycji mamy również Riot Gun, wystrzeliwujące śmiercionośne nity, karabiny maszynowe, wyrzutnie harpunów oraz granatnik. Każda broń ma 3 typy amunicji, zależne od wybranej broni. Niektóre mają amunicję przeciwpiechotną, przebijającą i specjalną, niektóre bronie mogą zastawiać pułapki. Dzięki tej różnorodności środków zniszczenia, gra oferuje wiele strategii przechodzenia poszczególnych poziomów. Można się skradać, zastawiać pułapki jak i wydać z siebie okrzyk berserka i rzucić się między przeciwników, miotając płomienie i zasypując ich gradem pocisków. Należy jednak pamiętać, ze amunicji potrafi być jak na lekarstwo.</p>
<p>No ale na nic się zdaje broń, gdy przeciwników nie ma. Na szczęście w Rapture jest ich i to wiele. Począwszy od starych, dobrych Splicerów, po Big Daddy i Big Sister. Ta ostatnia, to dorosła Little Sister, która stała się żołnierzem na usługach Lamb. Są nieobliczalnie, diabelsko szybkie i niebezpieczne. Na szczęście, ogłaszają swoje nadejście głośnymi piskami, dzięki czemu można się przygotować na ich nadejście.</p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/bioshock2.jpg"><img src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/bioshock2-300x151.jpg" alt="" title="bioshock2" width="300" height="151" class="alignnone size-medium wp-image-7546" /></a>Teraz przejdźmy do elementów audiowizualnych. Bioshock 2 na tym polu daje sobie znakomicie radę. Sugestywne, zapierające dech w piersiach lokacje, przygnębiające lecz zachwycające. Wszystko jest dopracowane, efekty wybuchów jak i tekstury. Niestety, by w pełni móc cieszyć się swoistym &#8222;brzydkim pięknem&#8221; Rapture należy posiadać dobry sprzęt (mój C2D 1,8 gHz, 2gb ram i 256 ram na grafice utrzymało grę na średnich detalach).  Zarówno muzyka jak i dźwięki otoczenia są niesamowite. Podkład muzyczny pasuje do tego, co dzieje się na ekranie, raz słyszymy spokojne utwory, raz wydaje się, że struna skrzypiec zaraz pęknie od nagłej, szybkiej gry. Dodatkowo, możemy usłyszeć normalne utwory z lat 30 i 50 XX wieku. Dźwięki dopieszczają dzieżki klimat panujący w mieście. Gdy przechodzimy pod nieszczelnym sufitem z którego kapie woda, słyszymy jak krople uderzają o hełm Delty. Coś niesamowitego, mała rzecz a cieszy.</p>
<p>Kolejną zmianą zastosowaną w Bioshock 2 jest tryb multiplayer, którego niestety nie udało mi się przetestować. 11 marca wyszedł DLC do gry, który dodatkowo wzbogaca ten tryb. Sinclair Solutions Test Pack zwiększa maksymalny poziom rangi z 40 na 50, dodaje 20 nowych map,  dwie nowe postacie oraz 3 ulepszenie do broni. Warto więc również, po ukończeniu trybu Single Player pograć przez internet.</p>
<p>Bioshock 2 to bardzo dobra gra, która utrzymała i utwardziła poziom pierwszej części duchowego następcy System Shocka. Gracz czuje się zaszczuty i zewsząd otoczony niebezpieczeństwem. Rapture powala ciężkim klimatem na kolana i długo nie pozwala wstać. Dobro i zło przeplatają się ze sobą a gracz ma jedno zadanie: przeżyć i uciec z podwodnej antyutopii.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/12/bioshock-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Ratchet &amp; Clank: A Crack in Time</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/01/24/ratchet-clank-a-crack-in-time/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/01/24/ratchet-clank-a-crack-in-time/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 24 Jan 2010 01:34:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adryt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gry]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Insomniac]]></category>
		<category><![CDATA[Playstation 3]]></category>
		<category><![CDATA[Ratchet & Clank]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=6971</guid>
		<description><![CDATA[Platformówki przeżywają ostatnio dosyć mocną stagnację. Na szczęście przebojowy duet pozwala rozruszać tą sytuację!Seria gier o sympatycznym Lombaxie imieniem Ratchet oraz przemądrzałym robocie Clank&#8217;u doczekała się już wielu lepszych i gorszych odsłon. Dzięki wieloletniej karierze osiągnęła pozycje mocnej i cenionej marki. Aktualnie jest jednym z wyznaczników jakości w kategorii gier platformowych.  Przygody pary przyjaciół od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Platformówki przeżywają ostatnio dosyć mocną stagnację. Na szczęście przebojowy duet pozwala rozruszać tą sytuację!<span id="more-6971"></span>Seria gier o sympatycznym Lombaxie imieniem Ratchet oraz przemądrzałym robocie Clank&#8217;u doczekała się już wielu lepszych i gorszych odsłon. Dzięki wieloletniej karierze osiągnęła pozycje mocnej i cenionej marki. Aktualnie jest jednym z wyznaczników jakości w kategorii gier platformowych.  Przygody pary przyjaciół od lat są kojarzone z akcją, humorystyczną fabułą, kosmicznymi lokacjami, ciekawymi łamigłówkami i arsenałem najróżniejszych broni. Z każdą częścią pojawiają się nowe pomysły, modyfikacje i usprawnienia. Twórcy pokazują nam jak wspaniale można kontynuować jedną serię trzymając się wciąż tych samych zasad i nie nudząc przy tym graczy.  Czy w przypadku nowej odsłony jest podobnie?</p>
<p><strong>Clank, gdzie jesteś?!</strong></p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/Nefarious.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-6995" title="Nefarious" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/Nefarious.jpg" alt="" width="250" height="163" /></a>A Crack in Time jest kontynuacją poprzedniej części serii (Tools of Destruction) oraz dodatku do niej (Quest for Booty). Wtedy to zły doktor Nefarious porwał Clanka i jak się wkrótce dowiemy, uwięził w tajemniczym miejscu zwanym Wielkim Zegarem (The Great Clock), który odpowiada za czas w całym wszechświecie. Ratchet bez namysłu rzuca się na poszukiwanie przyjaciela przemierzając przy tym całą galaktykę. To właśnie jego ruchami pokierujemy przez większą część zabawy, ale systematycznie będziemy wcielać się w robota i odkrywać sekrety Wielkiego Zegara. Jak zawsze będziemy dużo strzelać, walczyć (Ratchet), główkować (Clank), skakać, biegać, latać (Ratchet &amp; Clank) i wiele, wiele więcej.</p>
<p>Całość jest obficie oblana komediowym sosem. Co chwile występują zabawne gagi, żarty i sytuacje, które świetnie wpływają na komediowy klimat gry. Szkoda trochę, że tytuł nie został zlokalizowany w naszym kraju przez co młodszych graczy (lub innych nie znających angielskiego) omija kawał dobrej zabawy. Podczas moich poczynań uśmiech nie schodził mi z twarzy, a co więcej nieraz zdarzało mi się wybuchnąć gromkim śmiechem. R&amp;C świetnie wpływa na humor i samopoczucie.</p>
<p><strong>Może tu? A może tam?</strong></p>
<p>Kierując Ratchetem przemierzamy jedną planetę po drugiej, jednak w przeciwieństwie do innych odsłon serii, aby się na nie dostać trzeba osobiście dolecieć statkiem. Taka nowość daje grze zupełnie nowe pole do popisu. Otóż do zwiedzenia mamy cztery galaktyki, każda prócz głównych planet, na których rozgrywa się główna fabuła posiada również mniejsze, gdzie możemy zdobyć różne bonusy. Ponad to, latając sobie swobodnie (ale po wyznaczonym terenie) naszym krążownikiem (którego można ulepszać, dzięki zbieraniu Zoni) możemy napotkać różne istoty, które zlecą nam dodatkowe questy, za których wykonanie otrzymamy duużo śrubek (waluta, którą płacimy za nowe bronie, zbroje i amunicję). Tak więc w w grze jest wiele rzeczy do zrobienia prócz samego głównego wątku. By sprostać stojącym przed nami przeszkodom, Ratchet otrzymał do dyspozycji spory zestaw pukawek, gdzie prócz &#8222;tradycyjnych&#8221; blasterów i granatów znajdują się też takie zabawki jak bekająca żaba, czy wbijane w ziemie pręty wytwarzające wyładowania elektryczne. Arsenał jest bardzo zróżnicowany i zdecydowanie urozmaica eksterminację przeciwników.<br />
<a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/RC.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-6997" title="R&amp;C" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/RC.jpg" alt="" width="610" height="343" /></a></p>
<p>Co do Clanka, którym również nie raz przyjdzie nam posterować, to więcej przyjdzie nam używać szarych komórek (aczkolwiek nie za dużo) . Mały robot posiądzie umiejętności manipulacji czasem. Dostaniemy do dyspozycji bomby wytwarzające pole, w którym czas płynie wolniej (spowalnianie obiektów) lub coś w rodzaju holograficznego klonowania samego siebie. O co chodzi? Otóż, wyobraźmy sobie, że Clank musi znaleźć się w trzech miejscach naraz. Wybieramy potrzebną opcje i nagrywamy ruchy naszego bohatera udającego się do pierwszego punktu. Następnie powtarzamy to z drugim miejscem. Potem odtwarzamy nagrane czynności, dzięki czemu holograficzne wersje Clanka udadzą się we wskazane punkty, a sami pójdziemy do trzeciego miejsca. Może w opisie wydaje się to skomplikowane, ale w praktyce działa super i dostarcza masę zabawy.  Zagadek jest na prawdę sporo i nierzadko trzeba się porządnie namyślić by z sukcesem wykonać zadanie.</p>
<p><strong>Koosmicznie!</strong></p>
<p>Oprawa audiowizualna to absolutnie najwyższa półka. Poziomy i modele są doskonale zaprojektowane, świetne jakościowo i dopracowane. Pojawiające się co jakiś czas genialne filmiki mogą śmiało konkurować z najnowszymi animacjami studia Pixar. Efektowne wybuchy, gra świateł, dynamiczna animacja &#8211; na ekranie dzieje się bardzo dużo, a grze tylko sporadycznie zdarza się zwalniać.  Lokacje zrealizowane są ze sporym rozmachem, powierzchnie planet różnią się od siebie, otoczenie zupełnie nie jest monotonne, a tle przygrywa klimatyczna, odpowiednio dobrana muzyka i realistyczne odgłosy.  Świat gry potrafi wciągnąć i pozwala wczuć się w nastrój galaktycznej podróży, doświadczymy tu wszystkiego &#8211; cudacznych stworów, porywających konstrukcji lub kosmicznych pojazdów. Wszechświat nigdy nie był jeszcze tak zachęcający<br />
<a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/rachetbig.jpg"><img class="alignleft size-full wp-image-6992" title="Ratchet big" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/rachetbig.jpg" alt="" width="610" height="343" /></a></p>
<p><strong>Lecisz z nami?</strong></p>
<p>Jeśli uważasz się za gracza to powinieneś sięgnąć po najnowsze przygody Ratcheta i Clanka. Doświadczysz tu wszystkiego, czego wymaga się od takiej produkcji. Wciągający świat, zabawną i przemyślaną fabułę, porywającą akcję oraz wyrazistych bohaterów. Rozrywka gwarantowana dla każdego,  a nie jakby się mogło zdawać, tylko dla młodszych odbiorców. To wspaniała historia o przyjaźni, którą powinien poznać każdy fan gatunku.</p>
<h2>Ocena: 9/10</h2>
<p><strong>Plusy: </strong>Humor, bronie, fabuła, oprawa i wykonanie<br />
<strong>Wady: </strong>Czasem niewidzialne ograniczenia, sporadyczne zwolnienia animacji, błędy kamery</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/01/24/ratchet-clank-a-crack-in-time/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Tatooine DLC &#8211; Recenzja</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/11/12/tatooine-dlc-recenzja/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/11/12/tatooine-dlc-recenzja/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Nov 2009 21:21:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>slasher518</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[a fragile hope]]></category>
		<category><![CDATA[Gwiezdne Wojny]]></category>
		<category><![CDATA[Star Wars]]></category>
		<category><![CDATA[Star Wars: The Force Unleashed]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=5323</guid>
		<description><![CDATA[Firma LucasArts. po sukcesie multiplatformowej gry Star Wars: The Force Unleashed wyciska z tytułu (za czym idzie: z kieszeni nabywców) ile się da, by zaspokoić fanów gatunku hack&#8217;n'slash, jak i gwiezdnej serii. W konsekwencji zostają wydane trzy DLC (Jedi Temple, Tatooine i Hoth), na czele z patchem dodającym siedemnaście nowych trofeów/achievementów. W tej minirecenzji przedstawimy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Firma LucasArts. po sukcesie multiplatformowej gry Star Wars: The Force Unleashed wyciska z tytułu (za czym idzie: z kieszeni nabywców) ile się da, by zaspokoić fanów gatunku hack&#8217;n'slash, jak i gwiezdnej serii. W konsekwencji zostają wydane trzy DLC (Jedi Temple, Tatooine i Hoth), na czele z patchem dodającym siedemnaście nowych trofeów/achievementów. W tej minirecenzji przedstawimy Wam dodatek usytuowany na gorących i niebezpiecznych pustyniach Tatooine. Saga trwa.</p>
<p><span id="more-5323"></span><img class="alignnone size-medium wp-image-5324" title="Tatooine DLC" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2009/11/rancor-225x300.jpg" alt="Tatooine DLC" width="225" height="300" />Przedstawiona nam zostaje nowa, alternatywna historia wydarzeń które znamy z filmowej sagi George&#8217;a Lucasa nazwana <em>&#8222;A Fragile Hope&#8221; (ang. Krucha Nadzieja)</em>. Rzecz dzieje się na rozżarzonej planecie Tatooine, gdzie wysłany zostaje imperialny asasyn. Nie znamy jego imienia, ani nie widzimy jego osłoniętej hełmem twarzy, lecz domyślamy się, że jest to <em>Starkiller</em> znany nam z głównej kampanii, ukończonej po stronie Sithów (Kiedy zabijamy Dartha Vadera). Zostaje mu wyznaczone zadanie odszukania i zabicia Luka Skywalkera, wybrańca który wdg. przepowiedni miał przywrócić porządek i równowagę Mocy, a jednocześnie żywy, był obiektem inspiracji i wschodzącej nadziei rebeliantów o wolność w galaktyce. Odpowiadając przed samym Imperatorem Palpatine wyrusza w podróż przez piaski rodzinnej planety Luke&#8217;a odwiedzając takie lokacje jak domostwa Jawów, Pałac Jabby the Hutt, tatooińskie więzienia, spalarnię śmieci czy lądowisko osławionego <em>Millenium Falcon</em>. Będzie musiał zmierzyć się m.in. z Bobba Fettem i Obi-Wan Kenobim.</p>
<p>Podsumowując: DLC ściśle dopracowane co do każdego szczegółu dostarcza nam nieco rozrywki na jeden wieczór, bo mimo licznych smaczków jest po prostu krótkie. Pozwala nam bliżej się przyjrzeć fabule epizodu Gwiezdnych Wojen na Tatooine, zgłębić tajniki posługiwania się maksymalną dawką Mocy (w wydaniu odpicowanego <em>Starkillera</em>) i przedstawić sobie tło przygody w kontekście &#8211; &#8222;co by było, gdyby&#8221;. Dodatek daje nam też możliwość ponownego przechodzenia w celu skolekcjonowania pięciu trophy dodanych w patchu.</p>
<p>Plusy:<br />
+ szczególowość rozgrywki<br />
+ saga trwa<br />
+ możliwość zmierzenia się z bohaterami Gwiezdnych Wojen<br />
Minusy:<br />
- bardzo krótka rozgrywka<br />
- naciągane, łatwe trofea</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/11/12/tatooine-dlc-recenzja/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Batman: Arkham Asylum &#8211; pierwsze wrażenia</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/10/27/batman-arkham-asylum-pierwsze-wrazenia/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/10/27/batman-arkham-asylum-pierwsze-wrazenia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Oct 2009 15:04:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adryt</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gry]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Arkham]]></category>
		<category><![CDATA[Batman]]></category>
		<category><![CDATA[Joker]]></category>
		<category><![CDATA[Rocksteady]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=4962</guid>
		<description><![CDATA[Wreszcie, po miesiącu od premiery, udało mi się położyć łapska na najnowszej grze z Nietoperzem w roli głównej. I powiem wam jedno &#8211; wystarczyła chwila by przekonała mnie, że zasługuje na tytuł jednej z najlepszych produkcji tego roku! Uwaga, będę chwalić! Premiery nowego dzieła studia Rockstedy oczekiwałem niemal od pierwszej zapowiedzi. Jako wielki fan Bruce&#8217;a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wreszcie, po miesiącu od premiery, udało mi się położyć łapska na najnowszej grze z Nietoperzem w roli głównej. I powiem wam jedno &#8211; wystarczyła chwila by przekonała mnie, że zasługuje na tytuł jednej z najlepszych produkcji tego roku!</p>
<p><span id="more-4962"></span></p>
<p><strong>Uwaga, będę chwalić!</strong></p>
<p>Premiery nowego dzieła studia Rockstedy oczekiwałem niemal od pierwszej zapowiedzi. Jako wielki fan Bruce&#8217;a Wayne&#8217;a i jego alter ego, cieszyłem się na każdą wzmiankę o nowej grze z nim w roli głównej. Przyznam, że na początku byłem sceptycznie nastawiony, ponieważ jak dotąd nie pojawił się chociaż jeden przyzwoity tytuł o Mrocznym Rycerzu. Na całe szczęście Arkham Asylum przełamuje tą złą passę i zaciera niesmak po swoich poprzednikach. Do tego z nawiązką!</p>
<p>Na początku jednak chciałbym zaznaczyć, że niniejszy tekst nie jest pełną recenzją tytułu, lecz jedynie zapisem pierwszych wrażeń i spostrzeżeń po kilku godzinach zabawy. Zapewne będzie przepełniony nadmiernymi superlatywami i pozytywami, ale został napisany pod wpływem chwili.</p>
<p><strong>Joker zaprasza do gry.</strong></p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2009/10/jok.jpg"><img class="size-full wp-image-5066 alignleft" title="jok" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2009/10/jok.jpg" alt="jok" width="300" height="165" /></a>Po rozpoczęciu nowej gry przywitała mnie trzymająca w napięciu sekwencja filmowa przedstawiająca jak Batman wraz z niemal armią policjantów transportują Jokera do jego celi w Arkham. Coś jest jednak nie tak, złoczyńca łatwo dał się złapać i cały czas wykazuje nad wyraz dobry humor. Prawie pewne jest, że zaraz wydarzy się coś złego. Nie wiadomo jednak kiedy.  Całość jest świetnie wyreżyserowana, a szczegółowa grafika trzyma wysoki poziom. Nie zorientowałem się kiedy skończyła się cut-scenka i dane mi było pokierować ruchami Batmana.  Póki co mogłem jedynie iść na przenoszonym Jokerem rozglądając się dookoła. Zabawa zaczyna się kilka minut później, gdy super-łotr się uwalnia i w mgnieniu oka przejmuje kontrolę nad całym więzieniem. Od tamtego momentu akcja pędzi przed siebie na złamanie karku sprawiając, że nawet momenty skradankowe stają się porywające.</p>
<p><strong>Witamy w Arkham!</strong></p>
<p>Naszym głównym celem w grze staje się schwytanie Jokera i przywrócenie porządku na odizolowanej od reszty świata wyspie. By tego dokonać będziemy musieli znokautować całe tabuny przeciwników, rozwiązać wiele zagadek oraz popisać się zręcznością w różnego rodzaju akrobacjach.</p>
<p>Pierwszą rzeczą, która wywarła na mnie niesamowite wrażenie były walki. Całkiem prosty i intuicyjny system sterowania dostarcza masę frajdy i pełno możliwości combosów. Starcia wyglądają niezwykle efektownie. Batman skacze, unika, chwyta, rzuca, uderza i wiele, wiele innych. Zestaw jego ciosów jest na prawdę imponujący, dzięki czemu walki się nie nudzą i wręcz zachwycają (podobne odczucia miałem grając w God of War). Jednak by nie nabrać monotonności, Batman nie tylko walczy ale także się wspina i wykonuje pełno akrobacji na wysokościach, jednak by i to nie stało się rutyną do rozwiązania mamy sporo zagadek i łamigłówek. Ponad to na całym terenie Arkham zostało porozrzucanych pełno &#8222;znajdziek&#8221;, których kolekcjonowanie staje się niezłą, wciągającą zabawą.</p>
<p><a href="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2009/10/batbig.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-5064" title="batbig" src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2009/10/batbig.jpg" alt="batbig" width="600" height="337" /></a></p>
<p style="text-align: center;">
<p><strong>Ładnie tu, prawda?</strong></p>
<p>Oprawa audiowizualna trzyma bardzo wysoki poziom. Grafika zgodna jest z najnowszymi standardami, liczne detale i szczegóły widać gołym okiem. Posiadaczy komputerów może przyprawić to o ból głowy, gdyż do odpalenia tytułu na wysokich detalach potrzebny jest niezły sprzęt.  Screeny, które znajdziecie w sieci nie są przerysowane, gra wygląda co najmniej tak dobrze jak na nich. Niestety czasami tekstury się przenikają lub zacinają. Najlepiej widać to na przybliżenia w trakcie starcia kiedy to wydawać się może iż Batman nie trafił w przeciwnika (a ten mimo to padł na ziemię) lub przeniknął przez niego lub jakąś przeszkodę. Czasem również szwankuje kamera, różne przedmioty zasłaniają nam Mrocznego Rycerza lub inną rzecz, na której jesteśmy skupieni.</p>
<p>Efektom dźwiękowym także póki co nie mogę nic zarzucić. Wszelkie odgłosy brzmią realistycznie i nastrojowo, a klimatyczna muzyka podkreśla akcję na ekranie. Zmienia się dynamicznie w zależności od wydarzeń w grze. Tak więc kolejny aspekt jak najbardziej na plus.</p>
<p><strong>Zostaniesz na dłużej?</strong></p>
<p>Arkham Asylum zdecydowanie wart jest polecenia. Jest to niezaprzeczalnie najlepsza gra z superherosem w roli głównej, a wszystkie marne &#8222;filmówki&#8221; mogą się schować. Gdy tylko ukończę kampanię zabiorę się do napisania obszerniejszej recenzji, w której wytknę wszystkie wady i zalety. Tymczasem, panie i panowie, mamy nowego-starego growego bohatera &#8211; Mrocznego Rycerza!</p>
<p><span style="font-size: x-large;">Ocena wstępna: 9</span></p>
<p><span style="font-size: x-large;"><br />
</span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/10/27/batman-arkham-asylum-pierwsze-wrazenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>BattleForge</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/07/battleforge/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/07/battleforge/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 06 May 2009 22:08:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Souyan</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=3506</guid>
		<description><![CDATA[Ech, nie znalazłem niczego ciekawego w Auction House, niestety &#8211; nie widziałem żadnej okazji. Tyle dobrze, że mój Deepcoil sprzedał się po całkiem niezłej cenie. No i w końcu zdobyłem upgrade do Harvestera. Że co? Nie macie pojęcia o czym gadam? Już wyjaśniam. Wydane pod koniec marca BattleForge to swoiste połączenie Magica (tak, to ta [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ech, nie znalazłem niczego ciekawego w Auction House, niestety &#8211; nie widziałem żadnej okazji. Tyle dobrze, że mój Deepcoil sprzedał się po całkiem niezłej cenie. No i w końcu zdobyłem upgrade do Harvestera. Że co? Nie macie pojęcia o czym gadam? Już wyjaśniam.<span id="more-3506"></span></p>
<p>Wydane pod koniec marca BattleForge to swoiste połączenie Magica (tak, to ta karcianka) i Warcrafta. Nie żebym nie widział już takich fuzji, lub ich prób, lecz ta okazała się nad wyraz ciekawa, a przede wszystkim wciągająca. O fabule nie ma co opowiadać, coś tam niby lektor czyta w trakcie wczytywania map, jacyś npc-e biegają i krzyczą o tym i owym, lecz jeżeli chcesz wiedzieć więcej, musisz czytać kilkadziesiąt stron tekstu w dzienniku. Oczywiście dopiero, gdy je odblokujesz po przejściu wszystkich map. Wybaczcie, ale ja zostawiłem to sobie na później &#8211; chcę mieć wszystko podane już na tacy, a nie czytać urywki, ponadto jakoś szkoda mi marnować te cenne minuty, które poświęcić mógłbym na granie.</p>
<p>Przejdźmy więc do sedna, czyli rozgrywki. Gracz dostaje na początku 3000 BFP (punkty na kupno kart: 1250 BFP &#8211; tome, czyli sześć boosterów, 250 BFP &#8211; jeden booster), a także zestaw czterech talii, po 16 kart, następujących żywiołów: ognia, mrozu, natury oraz cienia. Ogień, wiadomo, jak najwieksze obrażenia, tak zadanych przez jednostki, jak i przez czary, mróz idzie bardziej w obronę (stworki z tarczą służącą za dodatkowe hp &#8211; jak one mnie denerwują!), natura to support jednostek oraz leczenie, cień zaś to prawdziwa zabawa &#8211; skille i czary są obosiecznym mieczem, dodadzą ci jakiegoś boosta, ale po jego zakończeniu odczuwasz kilka nieprzyjemnych efektów. Talie te można ze sobą mieszać dowolnie, lecz pamiętać należy o kosztach przywołania, a co za tym idzie, (sensownym) łączeniu jednego z drugim. Na czym owe koszta polegają? Otóż, gdy już mamy ułożoną talię, przeniesieni zostajemy na mapę a la warcraft, gdzie czekają na nas dwa budynki: mana well oraz monument. Mana well daje punkty do naszej puli mocy, każda jednostka, budynek czy czar kosztuje określoną jej ilość, zaś monument to kolorek many, którego potrzeba do wezwania istotki. Wspomniany wyżej Deepcoil potrzebuje jednej zielonej many, oraz dwóch dowolnego koloru, a więc by go przyzywać musimy mieć trzy monumenty, z czego jeden będzie zielony. To podstawa, by zbudować dobrą talię: pamiętaj o kosztach, dlatego też ciężko już zrobić talię trzykolorową, a o cztero- nawet nie myślcie (co nie znaczy, że kiedyś sam nie spróbuję takiej zrobić). Ach, i jeszcze jedno, karty podzielone są także na swoją &#8222;rzadkość&#8221;, są to common, uncommon, rare i ultra rare (w tej kolejności). Im rzadsza tym droższa &#8211; niektóre kosztują nawet więcej niż tome!</p>
<p>O rozgrywach PvP chyba nie ma co wspominać, wiadomo &#8211; huzia na przeciwnika. Za wygrane walki z innymi graczami dostajemy tokeny, a za nie zaś upgrade&#8217;y do kart. Upgrade to dokładnie to, co mówi nazwa &#8211; określona karta (każda karta ma dwa poziomy ulepszeń) dostaje pewne bonusy do statystyk. Jeżeli jednak ktoś nie lubi męczyć się z ludźmi, o których umiejętnościach (bądź lagach) krążą legendy, może zdobyć wzmocnienie karty na planszach PvE. Mapy podzielone są na jedno-, dwu-, cztero-, i dwunastoosobowe (a właściwie trzy czteroosobowe mapy, co grupa czyni na jednej jest odczuwane na pozostałych), oraz na trzy poziomy trudności: standard, advanced i expert, a po ich przejściu rozdany między graczy zostaje loot, czytaj ulepszenia. Są one tak skonstruowane, że bez współpracy z innymi graczami nie ma nawet mowy o sukcesie, gdyż zazwyczaj każdy ląduje w innym punkcie mapy i ma inne zadania. W tym punkcie kilka uwag. Po pierwsze, talie które dostajemy na początku wystarczą na poziom standard i advanced, jednak na expert&#8230; cóż, albo licz na szczęście, albo na dobrą drużynę (a najlepiej na jedno i drugie). Po drugie samo rozdanie nagród po wygranej dalekie jest od ideału. Niby są trzy sposoby podziału: random &#8211; losowe, need or greed &#8211; określasz, którą kartę potrzebujesz, a którą chciałbyś ewentualnie mieć i assign &#8211; lider decyduje kto dostaje jaki upgrade, lecz&#8230; przy randomie możesz równie dostać wszystkie, a równie dobrze żadną z ulepszeń, przy need or greed lud i tak klika na wszystko &#8216;need&#8217; i robi się z tego drugi random, zaś assign &#8211; widziałem już znajomków rozdających karty tylko sobie, a miłe to to nie jest, szczególnie, że czasami ty odwalasz większość roboty. Po trzecie, mapy dwunastoosobowe wieszają się często, ba, bardzo często i właściwie jedno na pięć włączeń uwieńczone jest sukcesem. No i wreszcie po czwarte, poziom innych graczy nie zachwyca. Nie, nie chodzi mi o to, że pełno tam &#8216;noobów&#8217;, raczej że zdarzają się indywidua wychodzące z map bez wyraźnego powodu, albo nie klikające &#8222;ready&#8221;, gdy zebrał się już komplet graczy. Do licha, goście wychodzą mi nawet podczas meczy PvP! Czasem host jest osobą, na którą trzeba czekać kilka minut! A to, co niektórzy na mapach wyrabiają&#8230; porażka kompletna.</p>
<p>Pomówmy jeszcze chwilę o nabywaniu kart. BFP kupuje się za prawdziwe pieniądze, a co za tym idzie jeżeli nie miałeś szczęścia w losowaniu kart z boostera czy tome&#8217;a&#8230; Graj tym co masz, albo wydaj kolejną wypłatę na punkty. Niestety, bez dobrej talii nie powalczysz z innymi, pokonają cię w kilka chwil, lecz na PvE możesz spokojnie bawić się już od samego początku. Jednak to właśnie &#8216;wada&#8217; takich produkcji, kupowanie wciąga, a to podekscytowanie podczas odsłaniania kolejnych kart z boostera i radość, gdy trafiło się na tę długo wyczekiwaną &#8211; nie da się tego porównać z niczym innym.</p>
<p>Cóż ja Wam mogę rzec o grafice? Dla mnie to żaden wyznacznik, bawię się równie dobrze przy starusienkim Baldurze, jak i przy jego nowszym bracie Neverwinterze. Mnie się podoba, jednostki wyglądają ładnie (szczególnie te duże), efekty także są niczego sobie. Co prawda mapy wydają mi się trochę pustawe, ot potworki, jakiś budynek do rozwalenia, góry, łąki, ale szczerze mówiąc kogo to obchodzi? Tę niewielką pustotę uświadomiłem sobie dopiero teraz, podczas pisania, na mapie nie masz czasu na podziwianie widoków, w końcu przeciwnik nie śpi. Zdarza się jednak, że komputer dostaje zadyszki, gdy większa ilość efektów zostaje wyświetlana na ekranie. Może i nie mam sprzętu marzeń, ale przeta nawet taki wszystkożerny potwór jak GTA4 chodził nieźle, cóż dopiero BattleForge. Muzyka&#8230; hmmm, jak wyżej, nie zauważyłem jej nawet, chociaż głosy jednostek podobają mi się bardzo. (&#8222;Harvester on the move&#8221; &#8211; jedziesz ich, jedziesz!)</p>
<p>Jest jeszcze kilka wad, m.in. spora liczba bugów (cały czas są naprawiane), częste zastoje techniczne (zazwyczaj wieczory, raz na kilka dni), czy dość jeszcze mała ilość kart (niby trochę poniżej 200, ale co to jest dla prawdziwego kolekcjonera), jednak praca wrze, gra się rozwija, a grywalność tej produkcji i klimat zachowany ze &#8216;zbierajek&#8217; prawdziwego świata powoduje, że jest to dla mnie wymarzona produkcja. Przed kupnem jednak zainstaluj demo &#8211; po to, by upewnić się, że chcesz wchodzić w świat, z którego trudno będzie ci wyjść z pełnym portfelem. Dla mnie 8/10, a teraz wybaczcie, czas poszukać czegoś na aukcji.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/07/battleforge/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Puzzle Quest</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/03/puzzle-quest/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/03/puzzle-quest/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 03 May 2009 12:56:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Rahid</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Zapowiedzi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=3456</guid>
		<description><![CDATA[Niektórzy kolekcjonują znaczki. Inni zbierają liście i umieszczają je w albumach. Kolejni hodują rybki. Wbrew pozorom gra w Puzzle Quest jest bardziej ekscytującym zajęciem niż powyższe hobby razem wzięte. Teoretycznie nie może być nic ciekawego w przestawianiu różnokolorowych kulek. W praktyce jednak, wszyscy wielbiciele jewelsa lub columns znają magię płynącą z gier logicznych. Szczególnie oni [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niektórzy kolekcjonują znaczki. Inni zbierają liście i umieszczają je w albumach. Kolejni hodują rybki. Wbrew pozorom gra w Puzzle Quest jest bardziej ekscytującym zajęciem niż powyższe hobby razem wzięte. <span id="more-3456"></span>Teoretycznie nie może być nic ciekawego w przestawianiu różnokolorowych kulek. W praktyce jednak, wszyscy wielbiciele jewelsa lub columns znają magię płynącą z gier logicznych. Szczególnie oni nie powinni od razu skazywać Puzzle Quest na porażkę, a wręcz przeciwnie &#8211; dać szansę nietypowemu pomysłowi. Dzieło studia D3 to połączenie old schoolowych gier logicznych z klimatem tradycyjnych RPG-ów. Co z tego wyszło? Sami zobaczcie.</p>
<p style="text-align: center"><strong>Epickiego bohatera nieepickie początki</strong></p>
<p>Pierwsze co zobaczyłem po odpaleniu gry to menu. Intra ani widu ani słychu. Tak jest niestety przez całą grę &#8211; ze świecą szukać cut-scenek. Na szczęście brak filmów oznacza niewielki rozmiar plików. Nie przejmując się brakiem jakiegoś wstępu nacisnąłem przycisk &#8222;Nowa gra&#8221;, z pięciu dostępnych wybrałem postać czarodzieja i ruszyłem na spotkanie z losem. Los widocznie się spóźniał, ponieważ na początku nie uświadczyłem epickich przygód z zabijaniem smoków. Trzeba przecież zakończyć tutorial. Po przeklikaniu dialogu z pracodawcą dostałem swoje pierwsze zadanie. Otóż, jako wielce zapalony do wielkich bitew i wyczynów mag ruszyłem na wschód z ogromnie niebezpieczną misją porozmawiania z ojcem. W tym momencie po raz pierwszy zapoznałem się z mapą świata. Ot, taka zwyczajna bajkowa mapka. Niby nic, jednak podstawa całej zabawy. Żeby uratować księżniczkę trzeba najpierw pogalopować do wieży. Aby raz na zawsze wyjaśnić trollowi, że okolicznych wiosek się nie atakuje, trzeba znaleźć najpierw jego jaskinię &#8211; logiczne. Tak więc po wybraniu kierunku i naciśnięciu jednokroć lewego przycisku myszy zobaczyłem avaterek czarodzieja przechodzącego do odpowiedniego miejsca. Potem wystarczyło tylko wybrać jeden przycisk z menu, żeby spotkać rodzinę. Po obejrzeniu krótkiego dialogu otrzymałem w podarunku tarczę. Jej możliwości ograniczały się do zmniejszania otrzymywanych obrażeń w walce, jednak w późniejszej przygodzie spotkałem ciekawsze cuda. Naszyjniki leczące bohatera, amulety dodające bonusy, jeżeli walczysz przeciwko liszom oraz tradycyjnie broń, dzięki której &#8222;kuku&#8221; wroga stanie się większe. Teraz, w pełni wyekwipowany mogłem wyruszyć z powrotem do pracodawcy. W tym miejscu odbyłem swoją pierwszą, nie do końca epicką walkę. W brawurowy sposób pokonałem kukłę. Jak tego dokonałem? Zobaczcie sami.</p>
<p style="text-align: center"><strong>Garda, sparowanie, trzy czaszki w rzędzie.</strong></p>
<p>Wielbiciele tetrisa, jewelsów, columns i tym podobnych gier logicznych będą pozytywnie zaskoczeni. Zamiast ubitej gleby i dwóch postaci dzierżących narzędzia zbrodni ujrzałem planszę 8 na 8, z której złowrogo spoglądały na mnie czaszki, fioletowe gwiazdki, złoto i klocki w czterech kolorach. Wbrew pozorom szybko zrozumiałem o co chodzi. Zarówno ja i wróg mogliśmy raz na rundę zamienić położenie dwóch sąsiadujących ze sobą elementów. Kiedy obok siebie znajdą się trzy takie same klocki &#8211; znikną i następuje runda oponenta. Wyjątkiem są sytuacje, kiedy gracz lub komputer ułożą cztery lub więcej takich samych &#8222;mieszkańców&#8221; planszy &#8211; w takim wypadku runda trwa dalej. Głównym zadaniem gracza jest spowodowanie by wrogi pasek życia skurczył się i znikł. Dokonać można tego za pomocą czarów lub czaszek. Różnokolorowe klocki odpowiadają poszczególnym manom &#8211; jeżeli uda się ustawić trzy niebieskie kryształki koło siebie, to znikną i zasilą zasoby many niebieskiej. Kiedy gracz zbierze wystarczającą liczbę składników, może użyć swoich umiejętności. Skutki takich działań są najróżniejsze &#8211; od zwykłego zadawania obrażeń oponentowi, przez leczenie, aż do usuwania klocków określonego rodzaju. Drugi sposób zranienia wroga jest zdecydowanie bardziej przypadkowy i nieplanowany. Jeżeli dzięki inicjatywie gracza z planszy znikną czaszki, każda z nich zada niemilcowi obrażenia zależne od ekwipunku, umiejętności i ewentualnych bonusów. Do tych ostatnich zaliczają się czary i &#8222;czaszki na sterydach&#8221; zadające o 5 więcej obrażeń, i w wypadku ich zniszczenia powodujące eksplozję okolicznych pól. Nieznane pozostało jedynie przeznaczenie złota i fioletowych gwiazdek. Wbrew pozorom zebranie trzech wizerunków monet koło siebie nie oznacza rzuceniem sakiewką we wroga i zadanie mu kilku punktów obrażeń (handlarze w Ragnaroku Online mieli taką możliwość), tylko dodanie paru sztuk złota do ekwipunku. Jaka tu logika &#8211; nie wiem. Nie sądzę, aby bohater był aż tak krasnoludzki*, żeby olać rozwścieczonego wroga i pozbierać leżące na ziemi monety. Na szczęście większą logiką wykazują się fioletowe gwiazdki, których zebranie powiększy doświadczenie postaci. Umiejętny gracz połączy wszystkie dostępne ruchy w skomplikowane combosy i pokona potężniejszego od siebie przeciwnika. W praktyce walka smakuje o wiele, wiele lepiej niż w teorii. Logiczne myślenie dodane do znajomości umiejętności własnych oraz wrogich, a na przyprawione odrobiną szczęścia to przepis na udaną bitwę. Zostawmy jednak sprawy kulinarne i przejdźmy do strony RPG-owej.</p>
<p style="text-align: center"><strong>Średniowieczny sanepid</strong></p>
<p>Głównym elementem PQ, który przywodzi na myśl Neverwintery i Baldur&#8217;s Gate&#8217;sy jest rozwój postaci. Po zwycięskiej walce z kukłą mogłem rozdzielić swoje pierwsze punkty. Bohatera określa siedem umiejętności: spryt, walka, morale oraz magia: ognia, wody, ziemi i wiatru. Co poziom gracz może rozdać pięć punktów na edukację podopiecznego. W zależności od wybranej klasy, umiejętności kosztują mniej lub więcej. Tak więc rycerz może kupić jeden poziom &#8222;walki&#8221; za jeden punkt, ale rozwinięcie mistycznych zdolności będzie kosztowniejsze. Zapytacie zapewne &#8211; a po co mi to wszystko, skoro bitwy opierają się na przesuwaniu klocków? Spieszę z wyjaśnieniami. Każda umiejętność odpowiada określonemu klockowi &#8211; na przykład, jeżeli ulepszysz &#8222;walkę&#8221; czaszki będą zadawały więcej obrażeń, a jeśli popracujesz nad &#8222;sprytem&#8221;, zdobędziesz więcej złota. Trzeba też wspomnieć o czarach, bo w końcu to one stanowią tutaj główne narzędzie zbrodni. Co kilka poziomów otrzymujesz umiejętności, które możesz wykorzystać w walce. Każda klasa ma swoje unikalne atuty &#8211; teoretycznie żaden rycerz nie będzie potrafił tego, co potrafi mag. Teoretycznie, bo istnieje opcja schwytania wroga jako jeńca i nauczenia się od niego pożądanego czaru &#8211; wystarczy wygrać z przeciwnikiem trzy walki i podołać wyzwaniu stawianemu przez dziwną minigrę. Hm&#8230; Ale jeńców gdzieś trzeba trzymać, prawda? Więc zanim złapałem niemilca musiałem wybudować lochy w cytadeli. Zamiast łazić bez celu i niszczyć wrogów lepiej zabrać się za coś bardziej ambitnego i zająć miasto. O dziwo mini-gra polegająca na forsowaniu bram jest identyczna jak w przypadku walki z ogrem. Co więcej, mury wytrzymują niewiele więcej ataków niż przeciętny przedstawiciel wyżej wymienionego gatunku. Kiedy po bitwie nie zostanie już kamień na kamieniu trzeba się wziąć za odbudowę. Za sakwę złota robotnicy oddadzą do Twojej dyspozycji kilka przydatnych budynków. Na przykład &#8211; kuźnia, w której (za pomocą oczywiście grania w minigrę) stworzyłem miecz, stajnia, gdzie oswoiłem wierzchowca i wieża maga, gdzie pozyskałem nowe czary od przeciwników. No. Skoro już nasz bohater ma ogromną posiadłość należałoby się wziąć za coś nowego. W tym celu na mapie świata wyszukiwałem wykrzykników oznaczających zadanie do wykonania. Kiedy tylko takie się znalazło (nie trwało to długo) ruszyłem gotów na wszystko! Niestety zamiast wszystkiego spotkałem tylko walkę. Dosłownie każde zadanie koniecznie musi zawierać pojedynek z przeciwnikiem. Szczytem bezsensu okazał się być quest, w którym nasz heros przedostawał się do pałacu jakiegoś ważnego magnata. Jako że strażnik nie chciał mnie wpuścić do pałacu frontowymi drzwiami niewzruszony wybrałem drogę poboczną skradając się po cieniach. Że niby element zręcznościowy polegający na przekradaniu się?! Gdzie tam! Bez problemu przeszedłem obok gwardii pałacowej, ale po drodze zaczepił mnie&#8230; ogromny szczur. Komuś przydałaby się kontrola sanepidu&#8230;</p>
<p style="text-align: center"><strong>One hundred and sixty.</strong></p>
<p style="text-align: left">Jeżeli oczekujesz epickiej, trzymającej w napięciu i zaskakującej fabuły &#8211; zły adres, miałeś na myśli Planescape Torment. Poszukujesz czegoś na pięć minut, żeby się zrelaksować? Dobrze trafiłeś. Do tego lubisz odrobinkę RPG? Bullseye. Pomimo niemądrych pomysłów i tylko jednej mini-gry powtarzanej przy każdej trudniejszej czynności, Puzzle Quest to dzieło dobrej jakości, przy którym można się wciągnąć na dłużej. Niestety, zbyt długa gra w krótkim okresie czasowym powoduje znudzenie. Cała recenzja jednym zdaniem: jeżeli masz mało czasu, a chciałbyś wytężyć umysł &#8211; zagraj.</p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: center"><strong>Ocena: 7+</strong><strong> </strong></p>
<p style="text-align: center"><strong>Plusy:</strong></p>
<p style="text-align: center"><strong>+ Idealne dla wielbicieli tetrisa i jemu podobnych + Połączenie RPG i gry logicznej + Ciekawe urozmaicenia &#8211; kuźnie, pojmanie przeciwników + Na 5 minut idealna + Wciąga..</strong></p>
<p style="text-align: center"><strong>Minusy: &#8211; &#8230;ale lepiej nie grać za długo &#8211; nuda. &#8211; Niezbyt mądre pomysły &#8211; Różnorodność questów, a raczej jej brak &#8211; Jedna<br />
mini-gra w kółko.</strong></p>
<p style="text-align: center">
<p style="text-align: left"><strong>*Krasnoludzki -  wg. Pratchetta synonim do chciwy.<br />
</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/05/03/puzzle-quest/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Left 4 Dead-dodatek</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/26/left-4-dead-dodatek/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/26/left-4-dead-dodatek/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 26 Apr 2009 10:00:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KnurzyskoZaglady</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[EA]]></category>
		<category><![CDATA[Valve]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=3416</guid>
		<description><![CDATA[Nie jestem z tego powodu jakoś specjalnie dumny, lecz niestety po raz kolejny recenzuję grę. Właściwie to patch do niej. No cóż… Oto jedyny, niepowtarzalny i dość marny (ale ze mnie poeta…) dodatek do Left 4 Dead. Pogłoski o takowym dodatku krążyły od dawna. Miał być drogi, zawierać dwie nowe kampanie, nowego specjalnego zarażonego itp. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie jestem z tego powodu jakoś specjalnie dumny, lecz niestety po raz kolejny recenzuję grę. Właściwie to patch do niej. No cóż… Oto jedyny, niepowtarzalny i dość marny (ale ze mnie poeta…) dodatek do Left 4 Dead.<br />
<span id="more-3416"></span></p>
<p>   Pogłoski o takowym dodatku krążyły od dawna. Miał być drogi, zawierać dwie nowe kampanie, nowego specjalnego zarażonego itp. Większość z tych teorii była oczywiście wymyślona przez fanów i nijak odnosi się do rzeczywistości. Oto co otrzymujemy (i za ile) w rzeczywistości:</p>
<p>   Nowy tryb rozgrywki. Nosi nazwę „Przetrwanie” i stanowi wspaniały kontrast do Kampanii i Kontry. Dlaczego? Jedna rozgrywka trwa w nim jedynie (i tylko w przypadku dobrych graczy) 10 minut i rzadko się zdarza, aby czas się jeszcze zwiększył. Z własnego doświadczenia wiem, że typowa partyjka z losowymi ludźmi trwa zwykle 2,5 minuty. Miła odmiana po trwających niekiedy 2 godziny kampanii. Sama rozgrywka polega tylko i wyłącznie na przeżyciu. Na samym początku gracze mają czas na zgromadzenie surowców, znalezieniu fajnego miejsca czy zastawieniu pułapek. Gdy zdecydują, że już są gotowi, jeden z nich wzywa nieumartych (włączając alarm/zapalając światło czy włączając pompę itp.). Wtedy zaczyna się czysty rozpiździel (słowo dobrze oddaje sens dalszej rozgrywki). Zewsząd wybiega horda, nierzadko pod eskortą kilku specjalnych zarażonych, co chwila następuje atak Tanka, niekiedy nawet dwóch. Ataki są dosyć rzadko podzielone kilkusekundowymi momentami ciszy. Jest to czas na uzupełnienie amunicji, schowanej zwykle na samym środku jakiejś otwartej przestrzeni. A potem znowu rozpiździel. </p>
<p>   Nowa mapa. Niestety tylko i wyłącznie do Przetrwania i w dodatku (moim zdaniem) wyjątkowo marna. Mały lasek na klifie, zrujnowany budynek latarni morskiej i kawałek jezdni. Wszędzie leży pełno broni, bomb, kanistrów z benzynom i innego śmiecia przydatnego do walki z żywymi trupami.<br />
  Mapa jest jednak dosyć ciężka do obrony. Twórcy zdecydowali się na możliwość zdemolowania całego budynku przez zombiaki, więc nawet kryjąc się za ewidentnie ceglaną ścianą, nikt nie jest bezpieczny, gdyż już po chwili horda rozwala ją niczym zwykłą, gipsową ściankę działową (pozostają po niej nawet deski i kawałki materiału/gipsu).<br />
   Nie podoba mi się również plakat, pokazany w ekranie ładowania się mapy. Zrobiony jest na totalne „odwal się” i nie posiada ani grama klimatu pozostałych czterech.</p>
<p>   Brak mi także jakiś fajnych osiągnięć do zdobycia. Twórcy poszli po najmniejszej linii oporu i dali siedem osiągnięć: Jedno za zagranie na nowej mapie, trzy za zdobycie po medalu (brązowym, srebrnym, i złotym) na dowolnej mapie i trzy za zdobycie medali z każdej mapy. Brak mi tu czegoś w stylu „Zabij za pomocą kolby trzech smokerów w jednej grze”, „Przetrwaj atak dwóch tanków” czy „Przetrwaj samotnie przez x czasu”.</p>
<p>   Ważniejszym elementem dodatku jest dostosowanie pozostałych dwóch kampanii (Morowe Powietrze i Liczba Zabitych) do gry w trybie Kontra. Miło wreszcie poskakać za pomocą huntera po lotnisku czy obrzygać ocalałych boomerem, wesoło ukrytym za krzaczorami obok kościoła. Ten punkt liczę zdecydowanie na plus.</p>
<p>   Najważniejszym plusem jest cena za jaką przyjdzie nam pobawić się w Przetrwanie. Wynosi ona… 0 złotych. Dodatek jest całkowicie darmowy dla ludzi którzy kupili pełną wersję Left 4 Dead. Jest to również jedyny powód dla którego posiadam to cudo. Mimo wszystko, gdyby te kilka dodatków kosztowało choćby 30 złotych, nie zawracałbym sobie nimi łowy.</p>
<p>   <em>Ogółem</em>:  Tryb „Przetrwania” jest bardzo fajny, podobnie jak dwie kampanie w „Kontrze”. Zdecydowanie brakuje mi fajniejszych osiągnięć jak i spolszczenia do nich. Nowa mapa to kompletna porażka.</p>
<p><em>Plusy</em>: Przetrwanie, Kontra, ulepszenie serwerów, nowe główne menu</p>
<p><em>Minusy</em>: Osiągnięcia, nowa mapa, brak spolszczenia (ewentualnie: przetłumaczenia na angielski wszystkiego innego) oraz brak graczy chcących porozbijać się normalnie w kampanie. Wszyscy grają teraz tylko w Przetrwanie. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/26/left-4-dead-dodatek/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Spotkanie po latach: Chrono Trigger</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/12/spotkanie-po-latach-chrono-trigger/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/12/spotkanie-po-latach-chrono-trigger/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 12 Apr 2009 08:05:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Elzei</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[Chrono Trigger]]></category>
		<category><![CDATA[jRPG]]></category>
		<category><![CDATA[Spotkanie po latach]]></category>
		<category><![CDATA[Square]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=3323</guid>
		<description><![CDATA[Gra Chrono Trigger prawdopodobnie jest starsza niż niektórzy z Was i ma prawie tyle samo lat co stare miasto w Szczecinie. W 1995 firma Square wypuściła na rynek, w tamtym czasie, „kolejnego” jRPG-a. Gra na konsolę „Super Nintendo Entertainment System” miała być jeszcze jedną, która nie zapisze się na kartach historii. Fabuła toczy się wokół [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gra Chrono Trigger prawdopodobnie jest starsza niż niektórzy z Was i ma prawie tyle samo lat co stare miasto w Szczecinie. W 1995 firma Square wypuściła na rynek, w tamtym czasie, „kolejnego” jRPG-a. Gra na konsolę „Super Nintendo Entertainment System” miała być jeszcze jedną, która nie zapisze się na kartach historii.<br />
<span id="more-3323"></span><br />
Fabuła toczy się wokół podróży w czasie. Scenarzyści zadbali także by wywieszka na drzwi „nie przeszkadzać, ratuje świat” nie leżała odłogiem. Mogę jeszcze zdradzić mały sekret: jak zwykle prowadzimy dzielną drużynę! Wiwat przygodo, wiwat woniąca potem i alkoholem karczmo, wiwat piersiaste córy młynarza dające się bałamucić naszym postaciom! A figę. Trzeba pamiętać, że jest to nadal gra z kraju kwitnącej wiśni, a tam, nie wiedzieć czemu, nie przepada się za tak „swojskimi” klimatami. Hasło każdego śmierdzącego potem i rybą woja „gwałcić kościoły, palić kobiety” będzie musiało poczekać na jakiś inny tytuł. Dopowiadanie czegokolwiek więcej byłoby niewybaczalną zbrodnią wobec tej nielicznej garstki graczy, która jakimś trafem jeszcze nie zetknęła się z Chrono Triggerem. Ciekawe postacie, piękna muzyka skomponowana przez Yasunori Mitsuda i znanego z pracy nad Final Fantasy kompozytora Nobuo Uematsu, oraz mnogość i różnorodność alternatywnych zakończeń gry to duże plusy tego tytułu. Fani anime &#8222;Dragon Ball&#8221; wydadzą z siebie pisk zachwytu, część prac do gry, jak np. portrety postaci, zostały wykonane przez  Akirę Toriyamę. Osobiście do tej pory czuję niechęć, gdy muszę włączać ekran z wyżej wymienionymi grafikami.<br />
Warto na chwilę zatrzymać się przy systemie walki ATB (Active Time Battle). Jest to element gry, który może zaciekawić. Z tego powodu pozwolę sobie zacytować Wikipedię:<br />
„[...]<em>Każda postać może wziąć udział w walce dopiero wtedy, kiedy jej osobisty &#8222;licznik czasu&#8221;, zależny od szybkości postaci, osiągnie wartość 0. Czary i specjalne fizyczne techniki są kontrolowane przez system technik o nazwie &#8222;Techs&#8221;. Techniki zmniejszają &#8222;punkty magii&#8221; postaci (numeryczny wskaźnik podobny do punktów życia) i często mają specjalne efekty; niektóre czary atakują wszystkich przeciwników, inne tych blisko siebie. Wrogowie często zmieniają pozycje, co umożliwia graczowi stosowanie strategii podczas walki. Unikalną cechą tegoż systemu jest możliwość wykonywania różnych ataków grupowych. Każda z postaci otrzymuje osiem osobistych technik, które mogą być wykorzystywane wraz z technikami innych postaci, tworząc ataki podwójne lub potrójne.</em>[...]”.<br />
Miłośnicy cRPG-ów poczują się jak w domu, walki to nie losowe spotkania. Wszyscy wrogowie są widoczni na ekranie zanim rozpocznie się walka, wyjątki stanowią zasadzki. Potyczki odbywają się w tym samym miejscu, w którym doszło do spotkania. Innymi słowy, pomijając sam przebieg walki, można by to przyrównać do tego z czym spotkaliśmy się w takich tytułach jak Baldur&#8217;s Gate, Diablo, Newerwinter Nights, itd.<br />
Przejdźmy jednak do czynności znacznie nam milszej. Czas powytykać wady! Grafika to piksel na pikselu, aż dziw bierze jakim cudem udało się zarysować obiekty, czy wyrażać emocje postaci takie jak śmiech lub strach. Zuchwalstwem byłoby też porównywać Chrono Triggera do jemu podobnych, takich jak Zelda Four Sword czy Izuny 2. Za rogiem czai się Morrowind i Oblivion ze swoimi scenariuszami, szykujący się do zadania kolejnego ciosu. Liniowa do granic możliwości fabuła, która jednak zawiera dość ciekawe wątki poboczne, wpływające na rozgrywkę. O pomstę do nieba wołają także melomani. Muzyka w grze to cacko z najwyższej półki, ale jej jakość, jeśli nawet stała obok to spadła i rozbiła się z hukiem już dawno temu.<br />
Rozpisuje się, przydziałowa strona A4 zbliża się niechybnie ku końcowi, a tu nadal tak naprawdę mętlik. Mimo swoich ułomności, gra jest naprawdę dobra. I do cholibki, polecam ją każdemu bez dłuższego zastanowienia! Chrono Trigger posiada „to coś” co nie zostało dane niejednemu z nowszych tytułów, a czym mogą poszczycić się zazwyczaj tylko pozycje wiekowe. Niesamowita wręcz grywalność, gwarantująca dobrą zabawę. Przecież o to właśnie chodzi, o rozrywkę. Jeśli jeszcze nie graliście w tę grę to serdecznie zachęcam do poświęcenia jej paru chwil. Doskonały tytuł na chwilę relaksu po powrocie z uczelni, pracy czy innego tałatajstwa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/12/spotkanie-po-latach-chrono-trigger/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Fable: Zapomniane Opowieści</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/02/fable-zapomniane-opowiesci/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/02/fable-zapomniane-opowiesci/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 02 Apr 2009 08:00:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>KnurzyskoZaglady</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje gier]]></category>
		<category><![CDATA[lionhead studios]]></category>
		<category><![CDATA[microsoft game studios]]></category>
		<category><![CDATA[molyneux]]></category>
		<category><![CDATA[peter]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=3145</guid>
		<description><![CDATA[Wbrew temu co sobie obiecałem, ponownie biorę się za recenzję gry komputerowej. Tym razem, aby uniknąć wychwalania pod niebiosa jednego tytułu, postanowiłem sięgnąć po coś, co podobało mi się w sposób umiarkowany. Być może niektórzy przeżyją szok, ale mój wybór padł na wychwalane pod niebiosa przez innych ludzi, a przy tym bajkowe-oh-cukierkowe Fable. Gra rozpoczyna [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>   Wbrew temu co sobie obiecałem, ponownie biorę się za recenzję gry komputerowej. Tym razem, aby uniknąć wychwalania pod niebiosa jednego tytułu, postanowiłem sięgnąć po coś, co podobało mi się w sposób umiarkowany. Być może niektórzy przeżyją szok, ale mój wybór padł na wychwalane pod niebiosa przez innych ludzi, a przy tym bajkowe-oh-cukierkowe Fable.</p>
<p><span id="more-3145"></span></p>
<p>   Gra rozpoczyna się dosyć niekonwencjonalnie. Mały chłopiec śni o zostaniu wspaniałym bohaterem. Wielkim magiem, silnym wojownikiem lub okrutnym łotrem. Nagle budzi go jego ojciec, aby przypomnieć chłopcu, o urodzinach jego starszej siostry-Teresy. Sugeruje kupno jakiegoś prezentu dla niej, od wędrownego sprzedawcy. Chłopiec biegnie (z naszą małą pomocą) do owego handlarza. Ten, proponuje mu pudełko czekoladek, które „wywołają uśmiech na twarzy każdej siostry”. Jest jeden problem. Łakocie kosztują 3 sztuki złota, a nasz bohater jest oczywiście spłukany. Jednak nic straconego. W miasteczku  na pewno znajdą się osoby potrzebujące pomocy, a ojciec obiecał podarować synowi 1 sztukę złota za każdy spełniony, dobry uczynek. Przyszedł czas na wybory moralne. Mamy możliwość; czy przyjąć od niewiernego męża pieniądze i siedzieć cicho, czy raczej polecieć z jęzorem do szukającej go żony. A może i to i to. Bez względu na to, czy będziemy grzeczni, czy obudzi się w nas rozrabiaka, w końcu zdobywamy wymagane pieniądze, by po chwili wymienić je na prezent dla Teresy. Ojciec informuje nas, że jubilatka bawi się na polu, obok bramy do miasteczka. Idziemy do niej wraz ze zdobytymi czekoladkami. Ona strasznie się cieszy i rodzeństwo zaczyna bawić się razem. Jednak wesoła chwila nie trwa długo. Przez bramę wbiega człowiek krzyczący o ataku bandytów i już po chwili leży na ziemi przeszyty bełtem. Teresa gdzieś ucieka, każąc wcześniej ukryć się bratu. Ten chowa się za płotem, tuż obok ścieżki biegnącej do miasteczka(!) i spomiędzy szpar w ogrodzeniu ogląda najazd banitów. Wieczorem postanawia opuścić swoją kryjówkę i zobaczyć co z ojcem. Biegnie do domu, słysząc po drodze krzyki mieszkańców, rechot bandziorów i słabnące odgłosy walki. W końcu dociera do rodzinnego domu i leżącego obok niego, nieżywego już ojca. Zaczyna płakać i nie zauważa biegnącego w jego stronę opryszka. Od zguby ratuje go Maze- jeden z największych bohaterów Albionu a za razem szycha w akademii kształcącej herosów. Zabija bandytę i zabiera chłopca do owej szkoły.<br />
   Tu zaczyna się trening. Uczymy się korzystać z broni białej, strzeleckiej i magii. Wypełniamy kilka pomniejszych zadań i wreszcie, w wieku 18 lat, opuszczamy akademię jako pełnoprawny lecz początkujący bohater ochrzczony uroczym tytułem „żółtodziób” (bez obaw, później można go zmienić)<br />
   Pierwsze misje to właściwie przedłużony samouczek. Uczymy się funkcjonować w świecie Albionu, poznajemy kilka postaci oraz zdobywamy doświadczenie. Przede wszystkim zdobywamy doświadczenie. I złoto.<br />
  <img src="http://www.gry4ever.pl/wp-content/uploads/2008/07/fable-2.jpg" alt="Fable" /><br />
<strong>Rozwój Postaci</strong><br />
   Za zdobyte doświadczenie, w Gildii Bohaterów, możemy przyznawać sobie nowe umiejętności. Te dzielą się na trzy podstawowe grupy: magia, siła i… umiejętności, czyli strzelanie z łuku skradanie i inne łotrzykowo-łucznikowe sille. O ile na początku, należy inwestować w jeden rodzaj umiejętności, o tyle, w późniejszych etapach gry, możemy kierować napakowanym wojownikiem, tłukącym do wroga z kul ognia i przyzywającego astralne stworzenia na pomoc.<br />
Choć niekoniecznie kwalifikuje się to do rozwoju, wspomnę jeszcze o ogromnych możliwościach w modyfikowaniu swojej postaci. W trakcie gry, mamy możliwość odwiedzania zakładów fryzjerskich i salonów tatuażu, gdzie możemy stworzyć swoją wymarzoną wizję bohatera fantasy. W kwestii tatuaży, możemy nawet zaprojektować własne ! Dodatkowo, zależnie od podejmowanych w trakcie gry decyzji, naszej postaci rosną rogi bądź wykwita świetlista aureola.<br />
   Warto wspomnieć jeszcze o kupowaniu nieruchomości. Gdy w mieście zwolni się dom lub sklep (jeżeli gramy po ciemnej stronie mocy, zwalniają się bardzo szybko :D), mamy możliwość wykupienia go. W przypadku niektórych domów, możemy dodatkowo udekorować je drogimi meblami oraz zdobytymi trofeami. Ostatecznie, swoje nieruchomości możemy sprzedać z zyskiem (lub bez) albo przeznaczyć pod wynajem, by czerpać z nich spore zyski.</p>
<p><strong>Świat</strong><br />
   Po omówieniu mechanizmów gry, przyszedł czas na przedstawienie świata, w którym toczyć się będzie rozgrywka. Autorzy nadali mu nazwę Albion.  Ponoć jest ogromny, otwarty, zaskakujący i fantastyczny. Moim zdaniem, jest jednak mały, podzielony na drobne sektory, wtórny i fantastyczny. Jest to pierwsza poważna wada, jaką zamierzam zarzucić Fable. Każdy sektor ma kilka(dziesiąt) metrów kwadratowych wielkości, i zwykle ogranicza się do kilku chatek, kilku drzew i zgrai chętnych do bójki istot. Nawet, gdyby pominąć podział na sektory, świat, w porównaniu do takich produkcji jak Gothic (dowolna część) czy Morrowind, jest maleńki. Uświadczymy tu zaledwie pięciu miast, z których największe składa się z ok. 15 budynków. Oprócz tego odwiedzimy Sady, Gildię Bohaterów, Kurhany oraz obóz bandytów i kilka pomniejszych ośrodków zamieszkanych przez ludzi, jak na przykład Zatoka Rybaka, zamieszkiwana prze jednego rybaka.<br />
    We wszystkich pozostałych lokacjach uświadczymy prawdopodobnie tylko wędrujących kupców oraz potworów (tych ostatnich należy się szczególnie wystrzegać w miejscu o nazwie Burdel w Mrocznym Lesie).<br />
   Za najciekawszy element Albionu uważam Demoniczne Drzwi. Są rozsiane po całym kontynencie i pozwalają dotrzeć do strzeżonych skarbów tylko i wyłącznie osobom, które wypełnią zleconą przez nie misję. Misje zwykle są potraktowane w sposób humorystyczny i nie wymagają od gracza wielkich osiągnięć (z kilkoma wyjątkami). Przykładem mogą tu być drzwi, mówiące, aby bohater zszedł z mrocznej ścieżki i stanął po stronie światła. Innymi słowy, otwierają się tylko przed osobą, która zapali przy nich latarnię. Inne żądają od nas utuczenia się jak świnia (bądź knur), a jeszcze inne popełnienia odrażająco złego czynu (zabicia żony lub zjedzenia 10 kurczaków).<br />
   Istotna (dla mnie), jest również Arena Albionu, bowiem z nią związana jest najciekawsza (dla mnie) misja, zdobycia tytułu Mistrza Areny. Naprawdę można wczuć się w klimat walk gladiatorów. Widzowie rzucają na arenę pieniądze, zewsząd wyłażą jakieś kreatury, a na koniec walczy się z ogromnym Królem Skorpionów (chyba, że później zdecydujemy się zabić naszą partnerkę-Szept)</p>
<p><strong>Grafika</strong><br />
   Mimo, iż gra pochodzi z 2005 roku, graficznie nie odstaje specjalnie od współczesnych produkcji. Zawdzięcza to przede wszystkim baśniowej grafice, która jest moim zdaniem kolejną wielką wadą. Nie jestem fanatycznym zwolennikiem fotorealistycznych gier, czy nawet samych RPG, ale kolorowa, słodka, cukierkowa, baśniowa, wesoła grafika w Fable mnie zniesmacza. Może jest to tylko mój, dziwny pogląd, ale zważywszy na dosyć ciekawą historię, gra wyglądałaby lepiej, gdyby była bardziej naturalna.<br />
   Żeby jednak nie zostawiać tu minusa, warto wspomnieć o efektach zaklęć. Te, wyglądają tu fantastycznie. Bardzo przyjemnie obserwuje się falę uderzeniową, odrzucającą zgromadzonych wokół bohatera wrogów, czy nawet klasyczne spowolnienie czasu.<br />
<strong>Ścieżka dźwiękowa</strong><br />
   Nie będę rozwodził się o muzyce, gdyż zwyczajnie jej nie pamiętam, lecz wspomnieć należy o innych „odgłosach”. Jeżeli pamięć mnie nie myli, wiele odgłosów brzmiało sztucznie i/lub przesadnie. Zdarzały się oczywiście miłe akcenty, jak spokojnie szumiące drzewa w Zatoce Rybaka, lecz cała reszta nie przypadła mi do gustu. Jako, że nie pamiętam dokładnie głosów postaci, wspomnę tylko, że w głowie majaczy mi o plusie, który należałoby dodać do minusa za inne dźwięki.</p>
<p><strong>Ogółem</strong><br />
Wydaje mi się, że Fable jest grą wartą zagrania, lecz nie pozbawioną błędów. Zdecydowanie nie polecam jej fanom typowych tj. klasycznych, hardkorowych erpegów, lecz cała reszta może się dobrze bawić. Zdecydowanie nadaje się do zrelaksowania w trakcie kilku(nastu) wesołych wieczorów, które z jakichś przyczyn zamierzamy spędzić eksterminując wesołe stworzenia.</p>
<p><strong>Plusy</strong>: cena, wciągająca, grafika (pod względem świeżości), postacie, wiele umiejętności, hobbesy, Demoniczne Drzwi</p>
<p><strong>Minusy</strong>: grafika (bajkowy styl), dźwięki, świat</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/04/02/fable-zapomniane-opowiesci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
