<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Miasto Fantastyki &#187; Recenzje książek</title>
	<atom:link href="http://www.miastofantastyki.pl/category/ksiazki/recenzje-ksiazek/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.miastofantastyki.pl</link>
	<description>Serwis fantasy.</description>
	<lastBuildDate>Thu, 29 Jul 2010 15:36:22 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0</generator>
		<item>
		<title>Prawda</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/06/04/prawda/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/06/04/prawda/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 Jun 2010 21:38:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr.Agon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Terry Pratchett]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=8694</guid>
		<description><![CDATA[Ponownie zagłębiłem się w fantastyczny, pełen humor Świat Dysku, by tym razem przyjrzeć się powstawaniu pierwszej w Ankh-Morpork gazecie, a dokładnie azecie.Pozycją głównego bohatera, Pratchett objął młodego Williama de Worde mężczyznę z szacownego i bogatego rodu, który z powodu pewnych różnic w poglądach postanowił żyć na własną rękę w cudownym, śmierdzącym, bogatym i niebezpiecznym mieście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ponownie zagłębiłem się w fantastyczny, pełen humor Świat Dysku, by tym razem przyjrzeć się powstawaniu pierwszej w Ankh-Morpork gazecie, a dokładnie azecie.Pozycją głównego bohatera, Pratchett objął młodego Williama de Worde mężczyznę z szacownego i bogatego rodu, który z powodu pewnych różnic w poglądach postanowił żyć na własną rękę w cudownym, śmierdzącym, bogatym i niebezpiecznym mieście Ankh-Morpork.</p>
<p><span id="more-8694"></span></p>
<p>Pratchett nie byłby sobą, gdyby w książce nie zawarł kilku na równi interesujacych wątków. Mamy historię azety &#8222;Prawdy&#8221;, spisek z pewną ważną osobistością, a po ulicach miasta kroczy duet przypominający cyngli z Pulp Fiction. Pratchett jako temat satyry objął więc nie tylko wolność prasy, ale również konkurencję rynkową i zorganizowaną (na swój sposób) przestępczość. Wszystko ujęte zostało w ciekawej stylistyce, przypominającej czarne kryminały, pokazując mroczną twarz największego miasta Dysku. Piotr Cholewa ponownie dał radę perfekcyjnie tłumacząc wszelkie gry słowne, dzięki czemu czytelnik płynnie zapoznaje się z historią. Warto zauważyć, że niektóre postacie zostały ukazane trochę  inaczej niż w innych częściach. Przykładowo, komendant Vimes staje się aparatem władzy służącym cenzurze prasy (na stwierdzenie Worda &#8222;My nic złego nie robimy&#8221; Vimes odpowiada &#8222;Ja o tym decyduję&#8221;). Przyjemnie jest zobaczyć znane persony w innym świetle.</p>
<p>Świat Dysku to koło młyńskie, a zwykłe tematy jak prasa, poczta czy podróżowanie działają na nie jak woda, powodując że powstają kolejne książki ku uciesze czytelników. &#8222;Prawda&#8221; to naprawdę dobra książka (z świetną okładką Josha Kirbiego), szczególnie jeśli ktoś gustuje w rozgryzaniu zagadek kryminalnych, niekonwencjonalnych kształtach warzyw oraz naśmiewaniu się z różnych nowinek technologicznych. Mnóstwo świetnych nawiązań i cytatów sprawi, że nie raz uśmiechniecie się do siebie. I na pewno w kolejnych książkach się to nie zmieni.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/06/04/prawda/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mojra #1 Wilczyca i córka ziemi</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/16/mojra-1-wilczyca-i-corka-ziemi/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/16/mojra-1-wilczyca-i-corka-ziemi/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 16 Mar 2010 19:28:07 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Henri Loevenbruck]]></category>
		<category><![CDATA[Mojra]]></category>
		<category><![CDATA[Wilczyca i Córka Ziemi]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7641</guid>
		<description><![CDATA[Nie ukrywam, że do wilków mam sentyment. Połowę dzieciństwa spędziłam nad książkami Jamesa Olivera Curwooda, z niepokojem śledząc dramatyczne losy Szarej Wilczycy, Bariego, czy Błyskawicy. Zachęcona wspomnieniami z radością sięgnęłam po pierwszy tom z trylogii Mojra, zatytułowany &#8222;Wilczyca i córka ziemi&#8221; i srodze się zawiodłam. Niewiele ma w sobie z włóczęgowskiej powieści o zwierzętach, jeszcze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie ukrywam, że do wilków mam sentyment. Połowę dzieciństwa spędziłam nad książkami Jamesa Olivera Curwooda, z niepokojem śledząc dramatyczne losy Szarej Wilczycy, Bariego, czy Błyskawicy. Zachęcona wspomnieniami z radością sięgnęłam po pierwszy tom z trylogii Mojra, zatytułowany &#8222;Wilczyca i córka ziemi&#8221; i srodze się zawiodłam. Niewiele ma w sobie z włóczęgowskiej powieści o zwierzętach, jeszcze mniej z dobrej fantastyki. Utarte schematy w połączeniu z prostym językiem, przede wszystkim nudzą, zamiast, jak to miał autor w zamyśle, choć trochę zaciekawić.<br />
<span id="more-7641"></span><br />
Mojra to grecka bogini losu. Według dawnych legend to właśnie ona sprawowała pieczę nad Gaelią, krainą dość podobną do Anglii, w której przyszło żyć głównym bohaterkom. Alea, nastoletnia sierota jest mieszkanką Saratei. Nie wie nic o swoim pochodzeniu, wychowuje się sama i żyje dzięki temu, co wyżebra lub ukradnie. Poza tym cały czas zdaje się jej, że jest magicznym wybrańcem &#8211; miejscowym dzieciom każde mówić na siebie &#8222;Córka Ziemi&#8221;. Jej los odmienia się diametralnie, gdy na pobliskim pustkowiu znajduje trupa starego maga. Nie tylko znajduje kochającą rodzinę, którą później musi szybko opuścić, ale również po raz pierwszy styka się z druidami, bardami i krasnoludami. Oczywiście, standardowo, wyrusza w podróż, uczy się, musi uciekać, a w międzyczasie zakochuje się w najlepszej partii w okolicy. Nie ma tutaj nic, czego nie przeczytalibyście wcześniej, w niezliczonych powieściach. Schemat goni schemat.</p>
<p>Z drugiej strony dzieje Alei przeplatają się z opowieścią o życiu Białej Wilczycy, która, jak nietrudno zgadnąć, również jest wyjątkowa. Imala, bo takie miano nosi druga główna bohaterka powieści, buntuje się przeciwko stadnej hierarchii i zachodzi w ciążę z miłością swojego życia &#8211; Taimo. Wkrótce potem jej wybranek ginie, podobnie jak ich dzieci. Zrozpaczona, o ile tak można powiedzieć o wilku, opuszcza watahę i udaje się w samotną podróż po drodze spotykając zarówno przyjaźnie nastawione do niej elfy, jak i wrogich ludzi.</p>
<p>Sam świat również nie jest zbyt oryginalny. Druidzi, chrześcijaństwo powoli wypierające pogaństwo i wyspa składająca się z pięciu regionów-państw rządzonych przez feudalnych władców. Brzmi znajomo? Tak, proszę państwa uproszczony model tej większej z Wysp Brytyjskich umieszczony w średniowieczu. Wystarczyło zmienić parę nazw na mapce i voila, miejsce akcji rodem wyjęte z fantasy mamy jak znalazł. Szkoda, że autor nie pokusił się chociaż o zabawę ze zmianą nazw bogów. To przynajmniej mogłoby być zabawne.</p>
<p>Powtarzanie po raz tysięczny wątków, które zostały wymyślone i wykorzystane przez innych twórców, jest ryzykownym zabiegiem. Jeśli autor potrafi umiejętnie je wykorzystać, z takiej mieszanki może powstać coś całkiem znośnego, jeśli nie, dostajemy nudną papkę, która jest znakomitym lekiem na bezsenność. Henri Loevenbruck ta sztuczka nie wyszła zupełnie. Uproszczone opisy uczuć bohaterów robią z nich nijakie postacie, których imiona wylatują z głowy już po pięciu minutach od przeczytania książki. Ich rozterki i problemy zupełnie nas omijają. Na kolejne śmierci patrzymy równie obojętnie, co na plakaty wyborcze. Nawet gorąca i żarliwa miłość jest po prostu papierowa, czytelnik miałby z pewnością większą radochę czytając opis systematyczny żaby (rana ranae).</p>
<p>Być może jestem już za stara na &#8222;standardową&#8221; fantastykę. Nie bawi mnie podział na dobrych i złych, brak jakiejkolwiek głębi psychologicznej bohaterów, zdrad, namiętności i epickich pojedynków. Rozumiem, że powieść może się podobać, bo są wilki, piękna, dzielna dziewczyna i odwieczna walka dobra ze złem, ale jak dla mnie, to trochę za mało, nawet na krótkie opowiadanie, a co dopiero na trylogię. To taka książka-zapychacz. Sięga się po nią, kiedy nad głową krąży widmo niechcianych obowiązków, pozostałe pozycje zostały przeczytane od deski do deski po osiem razy, a kot znów przegryzł kabel od internetu. Potem odkłada się ją i zapomina na zawsze. No, ewentualnie, można oddać komuś na urodziny. Jakiejś nielubianej osobie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/16/mojra-1-wilczyca-i-corka-ziemi/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Błękitnokrwiści</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/08/blekitnokrwisci/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/08/blekitnokrwisci/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 08 Mar 2010 15:00:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr.Agon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Błekitnokrwiści]]></category>
		<category><![CDATA[Ksiazka]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7507</guid>
		<description><![CDATA[Ostatnimi czasy, coraz częściej możemy spotkać się z różnymi wariacjami na temat wampirów. Ostatnio triumfy wśród młodzieży święci seria Stepheny Meyer o pięknym, błyszczącym w świetle słońca Edwardzie i nastoletniej Belli. Czy seria Melissy De La Cruz, która rozpoczyna książka &#8222;Błękitnokrwiści&#8221; ma szansę zdetronizować &#8222;Zmierzch&#8221; lub dorównać mu popularnością? Całkiem możliwe. „Błękitnokrwiści” to zaczątek nowej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Ostatnimi czasy, coraz częściej możemy spotkać się z różnymi wariacjami na temat wampirów. Ostatnio triumfy wśród młodzieży święci seria Stepheny Meyer o pięknym, błyszczącym w świetle słońca Edwardzie i nastoletniej Belli. Czy seria Melissy De La Cruz, która rozpoczyna książka &#8222;Błękitnokrwiści&#8221; ma szansę zdetronizować &#8222;Zmierzch&#8221; lub dorównać mu popularnością? Całkiem możliwe.<span id="more-7507"></span></p>
<p>„Błękitnokrwiści” to zaczątek nowej serii z wampirami i nastolatkami, z miłością i akcją. Główną bohaterką jest Schuyler Van Allen, piętnastoletnia uczennica renomowanego i elitarnego liceum Duchesne. Uczy się tam latorośl śmietanki towarzyskiej Nowego Jorku, córki senatorów, synowie prezesów dużych firm, ludzi, którzy trzymają w garści połowę miasta. Schuyler to cicha, spokojna dziewczyna, niepasująca do schematu rozwydrzonych nastolatek, buszujących po drogich salonach i butikach. Van Allen woli ubierać się w zupełnie nie stylowe ciuchy, ma swój styl i ma gdzieś, co o niej myślą inni. Ma za to dwóch zaufanych przyjaciół, Dylana i Olivera, z którymi się prawie nie rozstaje. Pewnego dnia, jedna z uczennic ginie w jednym z znanych klubów. Wersja oficjalna: przedawkowanie. Nieoficjalnie jednak, Schuyler dowiaduje się, że młoda Aggie została pozbawiona krwi. Co więcej, Schuyler zaczyna poznawać tajemnice swojej rodziny, oraz najsilniejszych osób w mieście. Na dodatek, wplątani są w to jej najlepsi przyjaciele. Oraz najpopularniejszy chłopak w szkole, Jack Force, który z nieznanych powodów zaczyna fascynować Schuyler.</p>
<p><img src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/01/Blekitnokrwisci-202x300.jpg" alt="" title="Błekitnokrwiści" width="202" height="300" class="alignnone size-medium wp-image-6632" />Okładka ksiązki zalana jest wprost hasłami, zwiastującymi całkowite wręcz odejście od znanej konwencji. „Zapomnij o trumnie. Hrabia Dracula jest passe!”. Prawda, występujące w książce wampiry to praktycznie lustrzane odbicie tych, znanych z starych powieści czy filmów. Nie mają światłowstrętu, nie lubią czosnku z powodu jego zapachu a moda święcona nie robi na nich żadnego wrażenia. Nie stronią również od ludzi, chociaż dalej piją ludzką krew. Wszystko jest wytłumaczone, lecz dawki informacji są trochę za duże, czytelnik czuje się zagubiony pod natłokiem opisów wampirów. Co więcej, można powiedzieć, że „za mało jest wampirów w wampirach”. O nich samych oficjalnie dowiadujemy się w połowie książki, wcześniej napotykając na kilka wzmianek. To za mało. Wątek wampiryczny został przytłoczony przez obyczajowe motywy, jak imprezy, romanse i przemyślenia bohaterów. </p>
<p>Nie tylko wampiry są tutaj wyidealizowane. Również nastolatki występujące w „Błękitnokrwistych” to chodzące cuda Matki Natury. Wszyscy są piękni, utalentowani, brzydkie kaczątko okazuje się być pięknym łabędziem. Jest to trochę mdłe. Dodatkowo, większość opisów np. wyglądu są pełne marek i nazwisk, z których znam tylko Chanel i Tiffany. No cóż, ale to są wyższe sfery, marzenie każdej nastolatki.</p>
<p>Prawdopodobnie dlatego książka się świetnie sprzedaje. Prosty język, piękne postacie, nie nachalny wątek miłosny, to składniki książki dla nastolatek. Bo przecież która nastolatka nie marzy o życiu w świetle fleszy, o bogactwie i przepychu? 10 Marca seria dopiero startuje w Polsce, za oceanem wyszedł już czwarty tom. Komu można polecić „Błękitnokrwistych”? Na pewno każdej fance „Zmierzchu” oraz miłośniczkom powieści dla nastolatków. Jest to zapewne bardziej godna uwagi pozycja, od książek, gdzie wampiry błyszczą na słońcu. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/08/blekitnokrwisci/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wiedźmikołaj</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/01/wiedzmikolaj/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/01/wiedzmikolaj/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 01 Mar 2010 21:07:32 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr.Agon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Ksiazka]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Terry Pratchett]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7440</guid>
		<description><![CDATA[Pratchett potrafi przeinaczyć praktycznie wszystko, co jest nam znane i wykorzystać to na swoja korzyść. W oryginalny sposób naśmiewał się z turystyki (Kolor magii), mechanizmów władzy (Straż! Straż!) czy nawet życia doczesnego (Kosiarz). Tym razem skupia się na świecie Bożego Narodzenia oraz wierzeniach ludzi. W Ankh-Morpork nastało wesołe święto Strzeżenia Wiedźm (z ang. Hogswatchnight), podczas [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Pratchett potrafi przeinaczyć praktycznie wszystko, co jest nam znane i wykorzystać to na swoja korzyść. W oryginalny sposób naśmiewał się z turystyki (Kolor magii), mechanizmów władzy (Straż! Straż!) czy nawet życia doczesnego (Kosiarz). Tym razem skupia się na świecie Bożego Narodzenia oraz wierzeniach ludzi.</p>
<p><span id="more-7440"></span></p>
<p>W Ankh-Morpork nastało wesołe święto Strzeżenia Wiedźm (z ang. Hogswatchnight), podczas którego wszyscy wyczekują pojawienia się Wiedźmikołaja, antropomorficznej personifikacji, która roznosi prezenty. W głównych rolach, Terry Pratchett obsadził Śmierć, jego wnuczkę Susan oraz skrytobójcę Herbatkę. Ważną rolę grają również znani już z tomu „Kosiarz” Audytorzy, którzy wynajmują wspomnianego skrytobójcę w celu zlikwidowania Wiedźmikołaja. Co więcej, pan Herbatka ma plan aby również wyeliminować takie postacie jak Wróżkę Zębuszkę, Duchociastną Kaczkę oraz… Śmierć. Sam Śmierć postanawia tego jednego dnia wcielić się w brakującego Wiedźmikołaja, wprowadzając przy tym pewien zamęt na całym Dysku.</p>
<p><img src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/03/a914c5e3152235f8ade1b26c4a041334-206x300.jpg" alt="" title="Wiedźmikołaj" width="206" height="300" class="alignnone size-medium wp-image-7451" />Terry Pratchett ponownie pod przykrywką filozoficznych rozważań, dawkuje wyśmienitą porcję humoru. Warto zauważyć, że „Wiedźmikołaj” to bardzo spójna i konsekwentna powieść. Składa się z wielu, początkowo luźno powiązanych ze sobą wątków, które z czasem zacieśniają się, tworząc świetny obraz wydarzeń, rozgrywających się podczas Strzeżenia Wiedźm. Mnogość wątków potrafi momentami odbijać się na dynamice narracji, lecz są to krótkie, pojedyncze momenty.</p>
<p>Autor świetnie przedstawił również świat dziecięcej wyobraźni. Któż z nas nie wierzył w potwora czającego się w pod łóżkiem lub w ducha ukrytego w szafie? Susan, pracująca jako niania, musi radzić sobie i z takimi problemami, głównie za pomocą pogrzebacza. Gdy Susan trafia do dziecięcego świata Wróżki Zębuszki, zauważa, że martwe osoby po prostu znikają, tak jakby w świecie dzieci nie było miejsca na śmierć. Czytelnik zauważa natomiast, że znikające ciała trafiają po chwili na ulice miasta, świata dorosłych.</p>
<p>Jednak na samym wyśmiewaniu świąt Pratchett nie kończy. W utworze pojawia się znana z „Muzyki duszy” i „Ciekawych czasów” zasilana magią maszyna obliczeniowa HEX. Tym razem jednak HEX jest o wiele bardziej rozbudowany i rozwinięty, co więcej, magowie zauważają w konstrukcji maszyny elementy, których sami nie instalowali. Pratchett w ten sposób przestrzega przed niekontrolowanym rozwojem techniki. Autor nawiązuje również do klasyki bajek, jego wizja „Dziewczynki z zapałkami”, gdzie Śmierć ofiaruje dziecku drugą szansę jako prezent na Strzeżenie Wiedźm sprawia, że można poczuć delikatną dotyk magii, niezależnie od pory roku za oknem.</p>
<p>„Wiedźmikołaj” nie jest książką złożona z samych gagów. Jest to raczej humorystyczna opowieść o mentalności i naturze ludzkiej. Niestety, nie jest to opowieść od której można zacząć znajomość z Światem Dysku. Za dużo tu elementów z poprzednich części, ich zrozumienie i pojęcie może przynieść czytelnikowi nieznającemu świata pewne trudności. Dla tych, którzy są już zaznajomieni z Ankh-Morpork i jego mieszkańcami, polecam tę pozycję.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/03/01/wiedzmikolaj/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Piekło Pocztowe</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/27/pieklo-pocztowe/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/27/pieklo-pocztowe/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 27 Feb 2010 15:22:42 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Dr.Agon</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Ksiazka]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Terry Pratchett]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7396</guid>
		<description><![CDATA[„Piekło Pocztowe” Terry’ego Pratchetta otwiera nowy cykl, którego bohaterem jest Moist von Lipwig. Pierwsze pojawienie się Moista jest dosyć oryginalne, gdyż został on skazany na śmierć i czeka na powieszenie. Moist jest mistrzem fałszerstwa, królem oszustów i kanciarzy, jednak w pewnym momencie dobra passa się od niego odwróciła, natomiast on sam został skazany pod nazwiskiem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>„Piekło Pocztowe” Terry’ego Pratchetta otwiera nowy cykl, którego bohaterem jest Moist von Lipwig. Pierwsze pojawienie się Moista jest dosyć oryginalne, gdyż został on skazany na śmierć i czeka na powieszenie. Moist jest mistrzem fałszerstwa, królem oszustów i kanciarzy, jednak w pewnym momencie dobra passa się od niego odwróciła, natomiast on sam został skazany pod nazwiskiem Alberta Spanglera, jednego ze swoich alter ego. Po wykonaniu wyroku okazuje się, że Moist jest cały i zdrowy. Co więcej, Lord Vetinari ma dla niego ciekawą ofertę, bo przecież Vetinari jest znany z tego, że nie pozbawia ludzi wolności wyboru. Oferuje objęcie stanowiska poczmistrza w urzędzie pocztowym Ankh-Morpork. Ewentualnie von Lipwig może wyjść z gabinetu i cała sprawa pójdzie w zapomnienie.<span id="more-7396"></span></p>
<p>Nie trudno się domyśleć, że Most wybrał pierwszą opcję, dzięki czemu mamy możliwość poznania wielu nowych, ciekawych postaci, zaznajomienia się z historią urzędu pocztowego oraz z polityką sekarową. Sir Terry Pratchett pokazuje, że z każda kolejną powieścią osiąga coś więcej, niż poziom mistrzowski. Momentami czuć zapach leżących kilkanaście lat listów. Proporcje między humorem i powagą są zachowane, bohaterowie nieszablonowi. Mamy młodszego stażem, lecz starszego wiekiem listonosza Groata, Stanleya &#8211; fanatyka szpilek oraz Adorę Dearheart pracownicę Powiernictwa Golemów, szefostwo Wielkiego Pnia. Każda postać jest ważna dla fabuły, jednak nie przysłaniają one osoby von Lipwiga.</p>
<p><img src="http://www.miastofantastyki.pl/wp-content/uploads/2010/02/pp2-210x300.jpg" alt="" title="Piekło Pocztowe" width="210" height="300" class="alignnone size-medium wp-image-7400" />Tym razem, Pratchett wziął sobie na celownik machinacje finansowe, gry polityczne, pocztę, filatelistykę oraz komunikację. Możemy zaobserwować swoistą wojnę między spółką sekarową a urzędem pocztowym. Rywalizacja rośnie z każdym dniem, szczególnie, że sekary okazują się być kolosem na glinianych nogach, a poczta ponownie staje się popularna. Most wykorzystuje swoje umiejętności oszusta i kanciarza w słusznej sprawie. Koniec tego „wyścigu” jest zaskakujący, autor kilkukrotnie wprowadza zwroty akcji, a czytelnik obgryza paznokcie i czuje jak tętno mu przyspiesza. Jest to chyba jedna z najbardziej dynamicznych książek Pratchetta. Co więcej, jest to chyba pierwsza książka z serii, w której pojawiają się takie słowa jak „gówno” czy „dziwka”. Z jednej strony, dla czytelników oczywisty jest fakt, że postacie to osoby dorosłe, z drugiej –- osobom przyzwyczajonym do stylu Pratchetta może to lekko przeszkadzać.</p>
<p>Warto jeszcze zwrócić uwagę na wynalazek, jakim są sekary. Jest to swoista parodia telegrafu i Internetu. Wiadomości wysyłane przez sekary wprowadzane są przez jedną wieżę, po czym, za pomocą sygnałów świetlnych przekazywane kolejnym wieżom. Operatorzy seraków posługują się językiem niezrozumiałym dla kogokolwiek z wyjątkiem ich samych, niczym doświadczeni programiści. Ukazana jest również agresywna polityka zarządu Wielkiego Pnia, starają się zarobić jak najwięcej przy jak najmniejszych kosztach. Jednak taka polityka źle odbija się na infrastrukturze seraków, dzięki czemu poczta Lipwiga zyskuje na popularności.</p>
<p>Moist von Lipwig pojawia się jeszcze w książce „Świat finansjery”, do której obecnie się przymierzam. Mam nadzieję, że seria utrzyma swoją tendencję do zaskakiwania czytelnika, a losy Moista będą równie interesujące co w „Piekle Pocztowym”. Pratchett ma to do siebie, że potrafi wywołać uśmiech na twarzy u czytelnika jednym zdaniem lub jedną sytuacją. Oby tego nie zabrakło w kolejnych książkach.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/27/pieklo-pocztowe/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Gone: zniknęli. Faza druga: głód &#8211; recenzja przedpremierowa</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/24/gone-znikneli-faza-druga-glod-recenzja-przedpremierowa/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/24/gone-znikneli-faza-druga-glod-recenzja-przedpremierowa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 24 Feb 2010 01:45:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Gone: Zniknęli]]></category>
		<category><![CDATA[Jaguar]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Grant]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=7355</guid>
		<description><![CDATA[Z kolejnymi tomami &#8222;Gone&#8221;, jest jak z ukochanym serialem. Powtarzasz sobie, że nigdy więcej nie weźmiesz go do ręki, bo co cię tak naprawdę obchodzą losy jakichśtam nastolatków w Kalifornii, która leży na drugim końcu świata. Wmawiasz sobie i innym, że to dziecinada, bo przecież książki o czternastolatkach nie mogą być ciekawe. W księgarniach i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z kolejnymi tomami &#8222;Gone&#8221;, jest jak z ukochanym serialem. Powtarzasz sobie, że nigdy więcej nie weźmiesz go do ręki, bo co cię tak naprawdę obchodzą losy jakichśtam nastolatków w Kalifornii, która leży na drugim końcu świata. Wmawiasz sobie i innym, że to dziecinada, bo przecież książki o czternastolatkach nie mogą być ciekawe. W księgarniach i innych większych punktach sprzedaży starasz się odwrócić wzrok, bo przecież nie masz z tym nic wspólnego, dopóki&#8230; Dopóki nie zerkniesz na pierwszy rozdział, by po kilkunastu godzinach stwierdzić, że nie zamierzasz w ogóle wstawać z łóżka, bo zostało ci jeszcze tylko parę stron. A cała powieść już za tobą.<br />
<span id="more-7355"></span><br />
Zdawałoby się, że po wielkiej bitwie Sama Temple, który ostatecznie uchronił Perdido Beach przed Cainem, wszystko powróci do normy, a dzieciaki będą żyły długo i szczęśliwie. Nic bardziej mylnego. Obrona miasta, to tylko wierzchołek góry lodowej zadań do zrealizowania, które stoją przed świeżo upieczonym burmistrzem. Brak dorosłych, zmienia się szybko w brak dorosłych i jedzenia. Do tej pory można było jeszcze znaleźć kawałki batona, czy sos w puszce, ale z dnia na dzień robi się to coraz bardziej niewykonalne. Co więcej, nawet zdobycie pożywienia z farm zaczyna sprawiać trudność, bo niespodziewanie okazało się, że pola zaczęły zamieszkiwać inteligentne robaki z rekinimi zębami. Poza tym narasta podział między obdarzonymi magiczną mocą &#8216;mupami&#8217;, a zwykłymi dziećmi, które nie umieją biegać szybciej od kuli, czy też strzelać laserami z dłoni. Dość często dochodzi do samosądów, wandalizmu i bójek. Pozostały oczywiście problemy z części pierwszej, takie jak Caine, który nie może pogodzić się z porażką, czy tajemnicze coś w szybie kopalni wnikające do umysłu będących blisko osób.</p>
<p>A Sam Temple ma dość. Z przykładnego burmistrza powoli i niezauważenie przekształca się w młodego dyktatora ignorując wszystkie ciekawe pomysły i rady. Chociaż z drugiej strony nie można mu się dziwić, skoro pochował już kilku swoich rówieśników i na siebie bierze odpowiedzialność za każdą śmierć w miasteczku. Podobnie jak w pierwszej części autor balansuje między dobrą i złą stroną człowieka, nie oceniając go, ale pokazując skutki jego wyborów. Genialna Astrid w tej części również nie jest taka genialna. W ogóle nie potrafi zrozumieć swojego młodszego brata, choć dla czytelnika jego przekaz jest całkiem wyraźny. Lekko na plus zmieniła się natomiast Diana, chociaż wcale nie zamierza rezygnować ze swoich nadprzyrodzonych, a także zwykłych, manipulatorskich zdolności. Równie dobrze możnaby było opisywać każdą postać, znaną z pierwszego tomu, czy też zupełnie nową. Nie należy też zapominać, że magiczne umiejętności nadal ewoluują. Mogę jedynie zdradzić, że pojawią się nowi bohaterowie z zupełnie nową mocą.</p>
<p>Najciekawszym aspektem &#8222;Gone: odeszli&#8221; #2 jest ukazanie się formowania społeczeństwa z totalnie nieprzystosowanych do tego ludzi. Podczas gdy w pierwszym tomie główne miejsca zajmowała anarchia, a także monarchia pod koniec książki, teraz widzimy kształtowanie się demokracji razem z wolnym rynkiem, modyfikacją instytucji władzy i, oczywiście, rewolucją, która być może nie jest gwałtowna, ale zawsze niesie ze sobą ofiary. Michael Grant patrzy na to nieco zbyt optymistycznie. Trudno uwierzyć, że czternastolatek potrafi sam wymyślić system monetarny, czy też uruchomić internet, ale ostatecznie można przymknąć na to oko. W końcu to ETAP. Drugą mocną stroną są naturalistyczne, ocierające się o horror opisy. Scena zjadania żywcem E.Z. przez dżdżownice jest przerażająca i obrzydliwa, w przypadku ekranizacji prawie pewny jest rating PG-16.</p>
<p>&#8222;Gone&#8221; posiada głębokie, ciekawie ukształtowane postacie, wartką akcję i spójną fabułę. Nie jest łatwo połączyć to w całość, a tym bardziej sprawić, by tak dobra książka stała się ogólnoświatowym bestsellerem. Bez względu na wiek, powieść czyta się jednym tchem i to w dodatku na wydechu. A później ma się ochotę na jeszcze. Jedyny minus to fakt, że będziemy musieli czekać kolejne pół roku na wydanie kolejnego tomu. Chociaż na taką pozycję warto tyle czekać.</p>
<p>Tytuł: GONE: Zniknęli. Faza druga: Głód<br />
Autor: Michael Grant<br />
Wydawnictwo: Jaguar<br />
Data wydania: 2010-02-24<br />
Kategoria: dla dzieci i młodzieży<br />
ISBN: 978-83-76-86-008-4<br />
Ilość stron: 650</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2010/02/24/gone-znikneli-faza-druga-glod-recenzja-przedpremierowa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Playboy &#8211; science fiction</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/08/playboy-science-fiction/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/08/playboy-science-fiction/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Dec 2009 23:56:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Playboy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=5732</guid>
		<description><![CDATA[Nie, nie chodzi o motyw przewodni następnej rozbieranej sesji. (A szkoda.) Nie ma też to większego związku z kosmiczną Kamasutrą, czy nagimi Marsjankami. (Powiedzmy.) W 1998 wydawnictwo Playboy Enterprise postanowiło po raz kolejny wydać antalogię opowiadań s-f publikowanych na łamach pisma przez prawie pół wieku. Pierwsza część zrobiła furorę, druga nie ustępuje jej poziomem. Pierwsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Nie, nie chodzi o motyw przewodni następnej rozbieranej sesji. (A szkoda.) Nie ma też to większego związku z kosmiczną Kamasutrą, czy nagimi Marsjankami. (Powiedzmy.) W 1998 wydawnictwo Playboy Enterprise postanowiło po raz kolejny wydać antalogię opowiadań s-f publikowanych na łamach pisma przez prawie pół wieku. Pierwsza część zrobiła furorę, druga nie ustępuje jej poziomem.<br />
<span id="more-5732"></span><br />
Pierwsze skojarzenie z Playboyem? Króliczek z muszką. Gołe baby. A ostatnio Mucha na okładce. Tymczasem w środku, oprócz, rzecz jasna, świetnie przeprowadzonych wywiadów ze znanymi ludźmi można dorwać całkiem niezłe opowiadania, których ze świecą szukać w gazetach temu poświęconych. Business is business, jak to mawiają za wielką wodą. Ten, kto ma większą kasę, może więcej zaoferować autorom, którzy starają się bardziej, żeby zdobyć większą kasę. Prosta ekonomia. Coś w tym jest, skoro pisali do niego Alex Haley (&#8222;The Autobiography of Malcolm X&#8221;), Hunter S. Thompson (&#8222;Las Vegas Parano&#8221;), Roald Dahl (tak, ten od &#8222;Charliego i fabryki czekolady&#8221;, &#8222;Wiedźm&#8221;, czy &#8222;Niesamowitego Pana Lisa&#8221;) oraz Ernest Hemingway. Kolejny powód, dla którego autorzy tłumnie wysyłali swoje opowiadania do pisma, to liberalne poglądy i brak jakiejkolwiek cenzury. W latach 60. pismo bez oporów drukowało teksty ludzi przeciwnych Nixonowi, w latach 80., atakowane przez religijną prawicę, odpowiedziało kontratakiem i celnymi satyrami. Dodajmy jeszcze miliony egzemplarzy rozsyłane po całym świecie i voila, przepis na zainteresowanie mamy gotowy.</p>
<p>Tematyka, jakość i rozpiętość tego zbioru opowiadań jest szalenie różnorodna. Poczynając od autorów: z jednej strony mamy galerię sław, takich jak Ray Bradbury, Ursula Le Guin, Kurt Vonnegut, Philip K. Dick, Robert Silverberg oraz Stephen King, z drugiej zaś całkowitych amatorów w tej dziedzinie, takich jak Chet Williamson. Są utwory śmieszne (&#8222;Stacja Naziemna Charley&#8221;, &#8222;Kosmiczny przekręt&#8221;) i poważne (&#8222;Martwy astronauta&#8221;, &#8222;Mroźna podróż&#8221;), zupełnie niewinne (&#8222;Czuwanie przy łożu śmierci&#8221;) i raczej nie dla dzieci (&#8222;Dochodź jak najwolniej&#8221;, &#8222;Czy czujesz coś, gdy to robię?&#8221;). 25 opowiadań na 400 stronach to coś, w czym można wybierać, które z nich zasłużyły na miano najciekawszych?</p>
<p>Na pewno &#8222;Witajcie w małpiarni&#8221; Kurta Vonneguta. Może to przez sentyment do autora, może przez jego literacko &#8211; ironiczne zdolności, ale jego opowiadanie jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Na Ziemi jest 17 milionów ludzi, którzy żyją ściśnięci jak blastomery. Jedyne, co można zrobić to ograniczyć liczbę urodzin, pozbywając się jednocześnie starych i niepotrzebnych. Mordowanie jest nieetyczne, podobnie jak aborcja i eutanazja, dlatego też najlepiej jest przekonać ludzi, by sami, dobrowolnie umierali i nie płodzili większej liczby potomków. Cudownym środkiem na całe zło okazuje się być pigułka etycznej kontroli urodzeń, która jest zgodna z każdą panującą religią i Katechizmem Kościoła Katolickiego. Jej działanie jest bardzo proste, biorący ją obojga płci stają się całkowicie nieczuli od pasa w dół, co odbiera im całą radość z wiadomej czynności życiowej. Nikt nie umiera, nikt się nie zabezpiecza, nikt nie ma żadnej przyjemności. Sprzeciwia się temu odosobniony anarchista i nicogłów &#8211; Billy Poeta, który z godnym podziwu zapałem pozbawia cnoty i czci hostessy &#8211; kobiety, których zadaniem jest przeprowadzanie chętnych na cały świat. Jaki ma w tym cel? Vonnegut, jak przystało na mistrza, bawi się konwencjami. Przechodzi z śmiesznych, rymowanych wierszyków w wykłady o dziewiętnastowiecznej miłości, bez żadnego specjalnego wysiłku. Jego krytyka, pokryta grubej warstwy satyrą, bawi i straszy, jednocześnie zmuszając do myślenia. Bo tak naprawdę nic nie stoi na przeszkodzie, by opisywane przez niego historie zdarzyły się naprawdę.</p>
<p>Drugą, wartą uwagi pozycją jest &#8222;Procesor tekstu&#8221; Stephena Kinga. Science fiction, z lekkim nastrojem grozy, godne mistrza horroru. Typowa amerykańska rodzina: Richard, Lina i ich syn &#8211; Seth. Nie są szczęśliwi. Tak naprawdę nigdy nie byli. On jest nieudolnym pisarzyną, który wydał zaledwie jedną pozycję, ona dokonała złego wyboru, przez wzgląd na kokosy, jakie miała jej przynieść praca męża, a ich dziecko przechodzi właśnie moment młodzieńczego buntu ignorując wszystko poza swoją gitarą elektryczną. Dodatkowo, brat Richarda wraz z całą rodziną ginie w wypadku. Życie nie jest sprawiedliwe i nigdy nie zamierzało takie być. Tydzień przed swoimi urodzinami Richard dostaje prezent zza grobu &#8211; jego bratanek samodzielnie skonstruował maszynę do pisania. Trochę dymi i szybko się nagrzewa, ale ma dodatkowe funkcje, o których mężczyźnie nawet się nie śniło&#8230;</p>
<p>Gdybym musiała wybrać tylko ciekawe opowiadania, opisywanie pozostałych 23 zajęłoby mi dobre parę stron, przy czym i tak byłby to opis mocno uproszczony i nie oddający ich prawdziwej wartości. Czytanie tego zbioru idzie jak burza, a jedyną jego wadą jest to, że szalenie ciężko go dostać. Także, kiedy zauważycie czarną okładkę z napisem Playboy w księgarni, albo bibliotece nie zastanawiajcie się. To trzeba przeczytać.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/08/playboy-science-fiction/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wypychacz zwierząt</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/01/wypychacz-zwierzat/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/01/wypychacz-zwierzat/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 30 Nov 2009 22:53:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Fabryka Słów]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Grzędowicz]]></category>
		<category><![CDATA[Wypychacz Zwierząt]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=5648</guid>
		<description><![CDATA[O Grzędowiczu jest głośno, o Grzędowiczu się mówi. Parę Zajdlów, parę Sfinksów, no i Śląkfa &#8211; jest w czym wybierać. Jego nazwisko głównie kojarzy się z pierwszym wydanym zbiorem opowiadań, czyli &#8222;Księgą jesiennych demonów&#8221;, ja jednak postanowiłam skusić się na najnowszą publikację &#8211; &#8222;Wypychacza zwierząt&#8221; i to właśnie od niej zacząć przygodę z tym panem. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>O Grzędowiczu jest głośno, o Grzędowiczu się mówi. Parę Zajdlów, parę Sfinksów, no i Śląkfa &#8211; jest w czym wybierać. Jego nazwisko głównie kojarzy się z pierwszym wydanym zbiorem opowiadań, czyli &#8222;Księgą jesiennych demonów&#8221;, ja jednak postanowiłam skusić się na najnowszą publikację &#8211; <strong>&#8222;Wypychacza zwierząt&#8221;</strong> i to właśnie od niej zacząć przygodę z tym panem. Jak na razie, całkiem owocnie.<br />
<span id="more-5648"></span><br />
&#8222;Wypychacza&#8221; stanowią długie opowiadania przeplatane shortami do dziesięciu tysięcy znaków. Jadąc po kolei:<br />
<em>&#8222;Hobby ciotki Konstancji&#8221;</em>. Dwudziestoośmioletni facet dostaje w spadku mieszkanie po dość ekscentrycznej ciotce. Oryginalny pomysł i niezła pointa.<br />
<em>&#8222;Zegarmistrz i łowca motyli&#8221;</em>. Chyba jeden z lepszych utworów tego zbioru. Wyobraźcie sobie idealny świat. Albo chociaż lepszy od tego. Jest rok 1938. Rzym nigdy nie został podbity. Polska nigdy nie była pod zaborami, ba, miała pod sobą dwie Ameryki. Istnieją już magnetofony. Za parę lat pojawi się telewizja. Tymczasem ten gorszy, prawdziwy świat jest skasowany do roku 1946 i ciągle się kasuje. Nie wszystkim się to podoba. Tak naprawdę podoba się to tylko jednej osobie, która postara się by wszystko zostało po nowemu. Dość radykalnymi środkami.<br />
<em>&#8222;Nagroda&#8221;</em>. Ośmiu anty-yuppies podczas firmowej wycieczki na Karaiby. Niepokojące.<br />
<em>&#8222;Buran wieje z tamtej strony&#8221;</em>. Opowiadanie nieodmiennie kojarzące się z pytaniem: czy po zamknięciu na dziesięć lat psychiatry i świra myślącego, że jest Napoleonem, z pokoju wyjdzie dwóch psychiatrów, czy dwóch Napoleonów? Syberyjska zamieć śnieżna w 1973 roku, dwie wizje Rosji &#8211; komunistycznej i kapitalistycznej oraz dwóch mężczyzn zamkniętych w apartamencie przypominającym twierdzę, próbujących przekonać się do własnych racji i znaleźć wspólny język. Psychodeliczny i klaustrofobiczny klimat.<br />
<em>&#8222;Obrona konieczna&#8221;</em>. Pięciu mężczyzn przy wódce i długie, zabawne historyjki o ich przygodach ze złodziejami. Zakończenie nieco mniej zabawne.<br />
<em>&#8222;Pocałunek Loissety&#8221;</em>. Czasy rewolucji francuskiej i początki humanitarnego zabijania &#8211; poprzez ścięcie gilotyną. Dourville &#8211; mistrz małodobry obdarzony wewnętrznym wzrokiem i zakochany w swoim narzędziu pracy, Loissecie, która jest wiecznie głodna krwi, spotyka na swej drodze zło idealne &#8211; Bestię z Chaverone. To zmieni go na zawsze.<br />
<em>&#8222;Specjały kuchni wschodu&#8221;</em>. Tym razem nie psy i nie koty. Oni przyrządzą Ci wszystko.<br />
<em>&#8222;Farewell blues&#8221;</em> &#8211; drugie z opowiadań, dla którego nie żałuje ani grosza wydanego na te zbiór. Na starej, poczciwej Ziemi już dawno zostało odkryte wszytko, co tylko można było odkryć oprócz, oczywiście, coraz głupszych systemów politycznych zakazujących wszystkiego. Nie zastanawiałeś się nigdy jak to jest, zostawić to wszystko w diabły i udać się na drugi koniec wszechświata, by skolonizować zupełnie dziką, nienaruszoną planetę? Nie kusił Cię gwiezdny horyzont, podczas gdy wokół rozkładała się kolejna partia materii organicznej? W dodatku podróż jest całkowicie darmowa, sponsorowana przez zielone ludki. Ale zaraz, zaraz, jak to darmowa? Może warto zastanowić się raz jeszcze?<br />
<em>&#8222;Weneckie zapusty&#8221;</em>. Podróż poślubna, Wenecja i mąż nieudolnie naśladujący Casanovę. Dość przewidywalne, jak na Grzędowicza.<br />
Tytułowy <em>&#8222;Wypychacz zwierząt&#8221;</em>. Co zrobić, gdy ukochany mruczuś, ulubieniec całej rodziny niespodziewanie wyciąga nogi? Najlepiej przywrócić go do życia, bo w czym zwykły kot jest gorszy od zombie? Tyle że czasem takie doświadczenia mają niespodziewane skutki&#8230;<br />
<em>&#8222;Weekend w Spestreku&#8221;</em>. Świat, w którym obok siebie mieszczą się dwa całkowicie różne światy &#8211; kapitalistyczne big city i zacofana, komunistyczna wiocha oddzielone zaledwie cienkim murem. Norman należy do obu, bo chociaż pracuje w drapaczu chmur, jego rodzina mieszka na tej gorszej stronie globu. Jak zmieni go kolejna podróż do domu?<br />
<em>&#8222;Trzeci mikołaj&#8221;</em>. Miłe, świąteczne, klimatyczne opowiadanko w sam raz na grudzień.<br />
<em>&#8222;Wilcza zamieć&#8221;</em>. Nagrodzona w 2005 roku Zajdlem opowieść o U-Boocie wysłanym przez Hitlera z tajną misją aż do samej Walhalli.</p>
<p>Trzynaście opowiadań, z których każde czyta się z przyjemnością. Język jest lekki, przyjemny w odbiorze, a kolejne pomysły i zwroty akcji wysypują się z głowy autora niczym karty z magicznego kapelusza. W pewnym momencie zaczyna się żałować, że tak niewielu poskich pisarzy potrafi umiejętnie wykorzystać dobrą historię i niezły warsztat, jak to czyni Grzędowicz. Zdaje mi się, że następny tom opowiadań, również będzie niezłym hitem.</p>
<p>W Polsce trzeba kupować albo antologie, albo zbiory opowiadań. Większość krótkich form zazwyczaj można dorwać i tu, i tu, niekończące się powtarzanie tych samych tytułów może doprowadzić do szewskiej pasji. Jeśli więc czytaliście niesamowitą &#8222;PL + 50&#8243;, pod redakcją Dukaja, całkiem zacną &#8222;Niech żyje Polska. Hura!&#8221;, dość nierównego &#8222;Małodobrego&#8221;, czy &#8222;Wizje alternatywne&#8221;, albo, co gorsza, je wszystkie naraz, śmiało możecie darować sobie ten zbiorek. W przeciwnym wypadku nie czytajcie tego na jednym oddechu. Opowiadania są zbyt dobre. Rozłożą was na łopatki.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/12/01/wypychacz-zwierzat/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>&#8222;Necrosis. Przebudzenie&#8221; Jacek Piekara, Damian Kucharski</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/15/necrosis-przebudzenie-jacek-piekara-damian-kucharski/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/15/necrosis-przebudzenie-jacek-piekara-damian-kucharski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Sep 2009 21:57:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Damian Kucharski]]></category>
		<category><![CDATA[Fabryka Słów]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Piekara]]></category>
		<category><![CDATA[Necrosis]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=4533</guid>
		<description><![CDATA[Zawsze ciekawa byłam jak wygląda pisanie książki przez dwóch autorów. Dzielą się rozdziałami, bohaterami, czy może piszą po jednym zdaniu na przemian? Tak, wiem, najpewniej jeden rzuca pomysł, a drugi rozwleka go na czterysta stron, przy czym obaj zgarniają kasę. „Necrosis. Przebudzenie” pisało dwóch autorów. Na pewno tak samo ważnych, chociaż na okładce Damian Kucharski [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zawsze ciekawa byłam jak wygląda pisanie książki przez dwóch autorów. Dzielą się rozdziałami, bohaterami, czy może piszą po jednym zdaniu na przemian? Tak, wiem, najpewniej jeden rzuca pomysł, a drugi rozwleka go na czterysta stron, przy czym obaj zgarniają kasę. „Necrosis. Przebudzenie” pisało dwóch autorów. Na pewno tak samo ważnych, chociaż na okładce Damian Kucharski widnieje mniejszymi literami niż nazwisko naszej rodzimej gwiazdy – Jacka Piekary. Mimo to mam wrażenie, że to właśnie ten pierwszy miał większy wkład w powieść.<br />
<span id="more-4533"></span><br />
Nie ma co się oszukiwać. Jeśli spodziewaliście się dobrej, spójnej powieści na miarę „Przenajświętszej Rzeczpospolitej” to srodze się zawiedziecie. To kolejny zbiorek opowiadań, choć w spisie treści i nad tytułami widnieje rozdział. Nic bardziej mylnego. Dopiero na samym końcu dowiadujemy się, co łączy pięć odrębnych historii, a i tak wspomina o tym praktycznie parę zdań.</p>
<p>Streszczenie całej książki dostajemy pięknie opakowane na końcu. Dla czytających teksty znajdujące się nad ceną i kodem kreskowym ważna wiadomość – naprawdę nie znajdziecie nic więcej. Fabułę dostajemy na tacy. I tak: pierwsza opowieść dotyczy szarlatana, podającego się za egzorcystę, który w końcu musi zmierzyć się z prawdziwym demonem. Drugi rozdział opowiada historię Tobiasa, syna ubogich rolników, któremu ojciec nie szczędzi razów. Pewnego dnia chłopak, włócząc się po lesie natrafia na jaskinię, która zupełnie odmieni mu życie. Opowiadanie trzecie skupia się na małej księżniczce mroźnego kraju, zwanej Ainee oraz jej starej, zgrzybiałej opiekunce, która okazuje się być zupełnie kimś innym, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.. Część czwarta to historia o arystokracie, który wywierając zemstę na prawie całej rodzinie swych śmiertelnych wrogów odkrywa pewien grobowiec. Zaś zakończenie stanowią dzieje młodej złodziejki opętanej pożądaniem. Dla każdego coś miłego? A może raczej ciężkostrawny misz-masz? Musicie ocenić to sami.</p>
<p>Necrosis jest książką ocierającą się o kicz. Postacie są sztampowe, przedstawione sytuacje również dają wrażenie, jak byśmy już się z nimi stykali w innych powieściach fantasy. Złemu bohaterowi odpowiada ktoś jeszcze gorszy. Nic nowego pod słońcem, to tylko odgrzewanie starych kotletów.</p>
<p>Wciąż mamy wrażenie, że jest to preludium i czekamy na coś ważnego. Fakt, w zapowiedziach wydawniczych można dowiedzieć się o jego nowych częściach, ale planowane są dopiero na okres po Mordimerze, czyli w bardzo odległej przyszłości. Mając w pamięci niektóre książki Piekary srodze się zawiodłam. Widocznie praca w duecie niezbyt mu służy.</p>
<p><em>Edit 17.02.2010 r.<br />
Jak donoszą czytelnicy Damian Kucharski to alterego Jacka Piekary. Wszystkich czytelników z góry przepraszamy za wprowadzenie w błąd.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/15/necrosis-przebudzenie-jacek-piekara-damian-kucharski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Katedra vs. Katedra</title>
		<link>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/08/katedra-vs-katedra/</link>
		<comments>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/08/katedra-vs-katedra/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Sep 2009 21:48:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mirzka</dc:creator>
				<category><![CDATA[Filmy]]></category>
		<category><![CDATA[Książki]]></category>
		<category><![CDATA[Recenzje książek]]></category>
		<category><![CDATA[Jacek Dukaj]]></category>
		<category><![CDATA[Katedra]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Bagiński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.miastofantastyki.pl/?p=4423</guid>
		<description><![CDATA[Czym tak naprawdę jest „Katedra”? Polskim filmem krótkometrażowym, który dostał nominację do Oscara? A może opowiadaniem, na podstawie którego film ów został stworzony? Budowlą, rośliną, zwierzęciem, człowiekiem? Marzeniem, które znalazło swoje odbicie w rzeczywistości? A może po prostu jedynym miejscem, w którym można poczuć Boga, bez żadnych innych klasyfikacji? I jak to się stało, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czym tak naprawdę jest „Katedra”? Polskim filmem krótkometrażowym, który dostał nominację do Oscara? A może opowiadaniem, na podstawie którego film ów został stworzony? Budowlą, rośliną, zwierzęciem, człowiekiem? Marzeniem, które znalazło swoje odbicie w rzeczywistości? A może po prostu jedynym miejscem, w którym można poczuć Boga, bez żadnych innych klasyfikacji? I jak to się stało, że swoimi czasy było o niej tak głośno w kraju i za granicą?<br />
<span id="more-4423"></span><br />
<em>Jak to się zaczęło?</em><br />
Na początku był <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Antoni_Gaud%C3%AD">Antonio Gaudi</a>, żyjący na przełomie XIX i XX wieku kataloński architekt. Chorobliwy samotnik, genialny twórca, który zmienił oblicze Barcelony. Ojciec kilku budowli sakralnych, ale także kiosków, bram wjazdowych, płotów, murów oraz gazowych świateł ulicznych. Jego niezwykła wyobraźnia przestrzenna, w połączeniu z początkowym czerpaniem z neogotyku doprowadziły do powstania takich cudeniek, jak <a href="http://teachers.greenville.k12.sc.us/sites/rarabit/Shared%20Documents/Sagrada%20Familia.jpg">Sagrada Família</a> czy katedry w <a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e2/Cathedral_palma_mallorca_spain_2007_08_15.jpg">Palma de Mallorca</a>. Być to może to właśnie one zainspirowały patrzącego w pustą kartkę papieru Dukaja?<br />
<em><br />
Budowla przelana w słowa</em><br />
W 2000 roku Jacek Dukaj stawiał ostatnie litery w swym kolejnym opowiadaniu pt.: „Katedra”. I niech was nie zwiedzie tak chrześcijański tytuł, książka naprawdę odnosi się do religii, a głównym bohaterem jest ksiądz. Ojciec Pierre Lavone przybywa na Róg, drugą co do wielkości planetoidę w Izmiraidach w roli adwokata diabła. Biskup wysłał go, by potwierdził, bądź też zaprzeczył bożej ingerencji w życie Izmira, patrona planetoidy, tuż po śmierci przez ludzkość obwołanego świętym. Jak wiadomo beatyfikacja i kanonizacja to długie i żmudne procesy, a wieści o cudach w tym zakątku wszechświata mogły być sprytną manipulacją inwestorów, którzy z otwartymi ramionami witali pielgrzymów. I ich pieniądze, rzecz jasna. Poza tym, jest jeszcze druga sprawa. Do Izmiraid zbliża się Madeleine, która prawdopodobnie wytrąci je z zasięgu Lévie tak, że ludzkość nigdy więcej ich nie zobaczy. Jedynym ratunkiem jest wszechpotężny Kościół, który ma możliwości i fundusze by zapobiec tragedii, a ksiądz, jako jego jedyny wysłannik, wpada w sieć intryg związanych z Rogiem. Czasu nie pozostało zbyt wiele. Każdy odkryty fakt jeszcze bardziej gmatwa pogląd na całą sprawę. Sama Katedra również nie pomaga.<br />
<em><br />
Opowieść w trójwymiarze</em><br />
„Katedra” stała się sławna dopiero 3 lata później, kiedy to obok „Pianisty” Romana Polańskiego Polaków zelektryzowała wieść o nieznanym krótkometrażowym filmie animowanym, który piorunem przeszedł wstępną klasyfikację i został nominowany do Oskara. Co więcej – zrobił go jeden człowiek, słabo kojarzony Tomasz Bagiński, który dzisiaj w tej dziedzinie działa już pełną parą. Zajęło mu to piętnaście miesięcy w przeciągu trzech lat, ale na efekty warto było czekać. Utrzymane w szaro – pomarańczowo – niebieskiej kolorystyce cudeńko zachwyca dokładnie przez 6 minut i 30 sekund. Od momentu wejścia do budowli napięcie się kumuluje, by potem niespodziewanie skończyć się brutalnym zwrotem akcji tuż przed samą katastrofą. Ciężko to opisać – to trzeba po prostu zobaczyć.</p>
<p><em>Architektura z duszą </em><br />
Katedra jest piękna. Filmowo – książkowy obraz zlewa się w jedno ukazując nam budowlę, która czerpiąc z gotyku i struktur organizmów żywych pozostaje całkowicie nowym, niespotykanym do tej pory zjawiskiem. Długie, strzeliste i postrzępione filary, które niczego nie podpierają i niczemu nie służą, łączą się u góry w dach, na kształt kręgosłupa, czy też mostka. Między nimi nie ma nic. Promienie Lévie i Madeleine prześwitują przez dziury tworząc niespotykany nigdzie indziej światłocień. Szczyt zdaje się kończyć w samym kosmosie, celuje w odległe gwiazdy, a jeśli ktoś zapatrzy się zbyt długo może nawet oszaleć. Z Katedry można nie wrócić.</p>
<p><em>Dwie różne wizje</em><br />
Obojętnie, czy najpierw czytaliście opowiadanie, a później widzieliście animacje, czy też (w większej ilości przypadków) na odwrót, w kontakcie z tym drugim dziełem przeżyjecie szok. Mało kto wie, że film Bagińskiego był tylko inspirowany ”Katedrą” Dukaja, nie jest zaś jej ekranizacją. Jest bardziej liryczny i metafizyczny, podczas gdy opowiadanie zalane jest masą wątków i spraw przyziemnych. Ja czytając je po raz pierwszy zdziwiłam się, że jest takie zwyczajne (jak na standardy Dukaja, rzecz jasna) i brak w nim magii, która zawarta jest w niemej animacji. Może gdybym najpierw przeczytała byłoby na odwrót. Nie wiem.</p>
<p><em>Podsumowując</em><br />
W listopadzie 2008 roku nakładem Wydawnictwa Literackiego ukazała się „Katedra” w nietypowym formacie z ilustracjami stanowiącymi kadry z filmu. Liczy sobie 119 stron i kosztuje 39 zł. Szkoda tylko, że niszczy klimat zarówno opowiadania, jak i filmu. Tekst przerywany częstymi, czasem kilkustronicowymi kadrami, nierówne kadry wyjęte wprost z animacji w całkowicie nieodpowiednim momencie. Brak ciągłego ruchu, który był stałą częścią animacji. Niewygodny układ strony. Najciekawsze, z całego tego wydania, są wstęp podpisany nazwiskami obu autorów i zakończenie podsumowujące pracę nad filmem. I szkice, ale to już bardziej dla zagorzałych fanów niż zwyczajnych czytelników. Można to było rozegrać lepiej. Cóż, nie wyszło. Dlatego najlepiej cieszyć się tym wszystkim z osobna.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.miastofantastyki.pl/2009/09/08/katedra-vs-katedra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
